Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luhan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Luhan. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 sierpnia 2013

... you shouldn't trust anyone 4/10



Tytuł:  ... you shouldn't trust anyone
Data napisania: 15 sierpnia 2013
Zespół: EXO
Typ: Opowiadanie
Rozdział: 4/10
Parring: brak
Ilość słów: 2 167
Bohaterowie: Luhan, Matka, Lay, Kay-sshi, Marco, lekarz
Notka autora: Wcześniej nawet nie pomyślałam, że kolejną część napiszę tak szybko co mnie bardzo cieszy. Poza tym skończyłam swojego chorego one shota, którego zapewne niedługo wstawię na swojego bloga. Co do zamówień, zabrałam się za pierwsze jednak póki co prawie nie ma mnie w domu i nie mam czasu na dokończenie. Mam nadzieję, że wyrobię się w czasie 21 dni jak obiecałam. Nie przedłużając zapraszam do czytania.

Część IV


Od tamtego wydarzenia minął miesiąc. Sooyoung zmarła w drodze do szpitala. Nikt nie wiedział. Nikt nie pytał co było prawdziwą przyczyną, ale sam Luhan nie potrafił się skupić na swoim życiu. Był rozdrażniony, nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Czuł się winny. Czuł się źle. Przez pewien czas zastanawiał się czy nie powinien był, skończyć jak dziewczyna. Stał się potworem, o którym mówiła. O którym napisała w liście pożegnalnym.

Jeżeli ktoś znajdzie ten list będzie wiedział, że czasu już nie będzie można cofnąć. Nikt nie wiedział. Nikt nie zapobiegł. Nie czuję się nikomu potrzebna. Na tym świecie istnieje wiele zła. Ludzie od zawsze byli dla siebie wrogiem. Nikt nie czuł. Nikt nie potrzebował miłości. Teraz nie dziwię się temu. To ona mnie zabiła. Zabił mnie potwór w którego byłam zapatrzona. Bałam się go, ale sama starałam się z nim walczyć wiedząc, że lepsze jutro nadejdzie dla nas w krótkim czasie. A on? On pewnie będzie stał nad moją trumną roniąc bezużyteczne łzy, które nie wskrzeszą mojego istnienia. To prawda, potwora nie da się ukryć. Nie da się też z nim żyć. Strach, ból i rozterka nad wyjściem z całej sytuacji. Przepraszam, że to zrobiłam, ale moje życie było czymś, o czym każdy z Was powinien zapomnieć. Kochałam obu, ale serce nie chciało wybrać. Tak będzie lepiej dla mnie i dla was. Przepraszam…

Chłopak do tej pory pamięta treść listu jakby był to ważny wiersz, który musi zdać na lekcji koreańskiego z profesorem Hwang. Jednak to nie była poezja. To była czysta prawda. To potwór ją zabił. Potwór sprawił, że podjęła tą decyzję. Pamiętał jak jego serce waliło ze strachu widząc zbliżającą się osobę do drzwi. Kilka sekund, a ta osoba znalazła się w sali, a czas się zatrzymał. To był Lay. Właśnie ten chłopak, który ratował go z każdej opresji.
- Ja… - powiedział cicho – Ja.. Ja ją zabiłem – powiedział Luhan upadając na swoje kolana chowając twarz w dłoniach. Wybuchnął głośnym płaczem, wracając do widoku jej martwego ciała. Nie chciał by to wszystko tak się skończyło. To obłęd zawładnął jego szczenięcym ciałem, a on sam nie mógł zawrócić czasu. Zerknął na chłopaka podbiegając do niego łapiąc go za fragment ubrania.
- Potrafisz zatrzymać czas! Potrafisz go też cofnąć, prawda? – mówił zdenerwowany, delikatnie szarpiąc chłopaka w nadziei, że mu pomoże i nie pozwoli mu wrócić do tej sali, jednak ten jedynie ściągnął dłonie chłopaka ze swojego mundurka podchodząc do okna, przez które spoglądał na Sooyoung i zbiorowisko, które zatrzymało się w czasie. Luhan nie wiedział co miał ze sobą zrobić. Chłopak nie mówił. Sooyoung już nie było. Luhan był mordercą. Te trzy sentencje jawiły się w jego głowie.
- Ktoś musiał umrzeć. Lepiej, że to był zwykły człowiek – Luhan usłyszał ten sam chłodny głos za sobą. Zerknął na mężczyznę, który wydawał się spoglądać na niego z zaciekawieniem. Nienawidził go. Nienawidził chłopaka, że go nie powstrzymał.
- Wiedzieliście co się stanie, prawda? – powiedział – Wiedzieliście do cholery?!  - Lay spojrzał na niego smutnymi oczami kiwając głową, a najwyższy z przyszłości, którego ludzie nazywali Kai-sshi, uśmiechnął się w sposób, że chłopak był jeszcze bardziej poirytowany.
- Wiedzieliście… - powiedział cicho wycofując się w stronę drzwi, a gdy znalazł się za nimi, zaczął biec ile miał tylko sił w nogach by móc uciec od tego wszystkiego. Zatrzymał się jednak przy wyjściu widząc dziewczynę, która nawet leżąc w kałuży własnej krwi, wyglądała na piękną. Ten obraz spowodował, że jego dusza cierpiała, dostając kolejny cios w serce. Ponownie zaczął biec nie wiadomo gdzie. Zatrzymał się dopiero w małym lesie nieopodal jego szkoły. Biegł by tak dalej bez celu gdyby nie wystająca gałąź o którą się potknął. Upadek był bolesny. Jego spodnie rozdarły się na kolanach, gdzie powstała rana, gdzie krew wyciekała drobną strugą,  lecz chłopak nie przejmował się bólem. Zaczął kiwać się do przodu i do tyłu, dostając choroby sierocej. Nie wierzył, ze to wszystko działo się naprawdę. Zaczął łkać jak mały chłopiec, wracając wspomnieniami do tamtej chwili. Jego słowa w głowie spowodowały wypadek. Bał się tej nowej mocy. Nie chciał jej posiadać. Chciał być kimś normalnym. Chłopakiem z problemami jakie miała teraźniejsza młodzież. Bał się tego co może przynieść przyszłość. A co jeżeli zabije jeszcze kogoś? Będzie mordercą. Już nim był jednak strach by tak się nazwać sprawiał, że wolałby zginać tu, i teraz. Nikt mu nie uwierzy. Miłość przeminęła, a nastała era wielkiego smutku oraz wyrzutów sumienia. Nie wiedział co przyniesie przyszłość. Chciał zapomnieć o tym zdarzeniu, ale jego dusza za bardzo go bolała. Nie wiedział nawet kiedy łkając zasnął na zimnej ziemi w lesie.

•••

Gdy się przebudził,  był w swoim pokoju, a koło jego łóżka znajdowała się matka razem ze swoim ukochanym, a przy nich stał lekarz odziany w biały fartuch.
- Nic mu nie będzie. Przyda mu się nieco wypoczynku. Poza tym historia, która wydarzyła się w jego szkole musiała być dla niego szokiem. Podobno dowiadując się o tym, wyszedł klasy, biegnąć przed siebie. Dobrze będzie gdy zapewnicie mu wizytę u dobrego specjalisty – Luhan przyjrzał się mężczyźnie dostrzegając znajome rysy twarzy. Po chwili podniósł się z łóżka łapiąc lekarza za kant jego koszuli.
- To przez ciebie ona nie żyję. To ty ją zabiłeś – gdyby nie narzeczony matki, nie wiadomo co by się stało. Chwycił młodszego mocno odciągając od lekarza. Widząc to matka, poprosiła mężczyznę o jakiś zastrzyk na uspokojenie. Luhan po tym leku czuł się coraz słabiej. Opadł powoli na podłogę łkając jak małe dziecko, wypowiadając słowa, którymi było imię zmarłej dziewczyny. (…) Luhan przez kilka dni nie wychodził ze swojego pokoju. Bał się iść nawet na pogrzeb Sooyoung. Przecież to przez niego nie żyła. Ludzie nazywani przez niego masters, zapewnili mu alibi. Uzupełnili dokumenty zwolnieniami lekarskimi, mieszając ludziom porządnie w głowie. Oni nie winili go za śmierć człowieka. Według nich ta rasa ciągle się odradza w przeciwieństwie do nich. Chłopaka jednak to nie obchodziło. Chciał znów poczuć zapach dziewczyny tuż obok siebie, jednak nie było mu to dane. Każdego dnia budził się z myślą, że to tylko straszny sen. Spoglądał na jej zdjęcie na szafce, gdzie służba każdego dnia wymieniała nową, białą różę. Pewnego dnia Luhan nie wytrzymał. Podniósł się z łóżka, zrzucając z szafki jej zdjęcie.
- Nie byłaś niczego warta – czuł narastającą złość w sobie. Po zdjęciu rozbił lustro, a potem zrzucił wszystkie książki, wyrzucając swoje ubrania, które powoli zaczął rwać na małe strzępy. Jego matka dobijała się do jego drzwi jednak nie zamierzał otworzyć. Chwytając kawałek, pękniętego lustra, przyglądał się mu uważnie.
- Skoro należę do przyszłości, czy mogę teraz umrzeć? – wyglądał jak psychopata. Nieco brudny, włosy każdy w inną stronę. Mówił często do siebie, nie chcąc z nikim rozmawiać oprócz zdjęcia, które było teraz rozdarte przez pękniętą szybkę w drewnianej ramce.  Po chwili przyłożył szkło do swojej skóry, nacinając na swojej dłoni małe wzroki. Powoli, z każdym drobnym nacięciem, czuł się coraz bardziej senny. Ułożył się wśród tego bałaganu, zachlapując wszystko wokół siebie swoją krwią, która wyciekała z otwartych ran ciętych. Po chwili nie czuł nic, widząc jedynie ciemność.

•••

- Lepiej będzie gdy zostanie tydzień na obserwacji – chłopak nie miał siły podnieść swoich powiek. Wiedział, że nie był w swoim pokoju, gdzie chciał to wszystko skończyć. Otworzył powoli swoje oczy, dostając prosto światłem w oczy. Biała sala. Małe okna, za którymi stała jej matka, a obok niej mężczyzna jej życia. Nie pamięta kiedy widział ją bez swojego faceta. To było dla niego chore. On był chory. Rozejrzał się wokół siebie. Widział ludzi, którzy rozmawiali sami ze sobą. Wyglądali jak ci z najgorszych opowiadaniach gdzie pisze się o drobnych psychopatach, zamkniętych na oddziale specjalnym. Zerknął na drzwi gdzie nie było klamek.
- Gdzie ja jestem? – powiedział cicho, pierwsze co spoglądając na swoje zabandażowane nadgarstki. Nie umarł. Wciąż żył na tym okropnym świecie. Nadal czuł się jak morderca. W tym momencie przed jego oczami pojawił się Lay. Uśmiechał się do niego wyciągając w jego stronę dłoń.
- Cześć Luhan. Nie powinienem tutaj być. Kai-sshi mi zabronił. Stwierdził, że musisz od nas odpocząć, ale ja się za tobą stęskniłem – zaśmiał się cicho przytulając się mocno do niego, czego nigdy nie robił. Luhan zerknął na niego zdezorientowany.
- Gdzie ja jestem Lay? – zapytał Luhan ze swoją drobną chrypką w głosie. Nie wiedział co się dzieje. Niczego nie pamiętał.
- Jesteś w szpitalu dla obłąkanych. Spędzisz tutaj kilka dni na życzenie swojego ojczyma. Nie chciał mieć cię na sumieniu, dlatego miał nadzieję, że to jakoś ci pomoże. Spokojnie, niedługo znów do nas wrócisz. Musisz o siebie dbać – zaśmiał się cicho – trzymaj się Luhan. Niedługo znów cię odwiedzę.
Po chwili Lay rozpłynął się. Widział tylko w oknie zapłakaną matkę a obok niej… no właśnie. Kim on był aby decydować za jego rodzicielkę. To ona miała do niego prawa, ale nie on. Tak minął tydzień pobytu w szpitalu. Lay często go odwiedzał co go cieszyło. Wierzył, że jest osobą, która może mu pomóc za każdym razem, nie ważne o co by aktualnie chodziło. Po wyjściu ze szpitala chłopak wrócił do domu. Ten zawistny wzrok mężczyzny, który chciał się go pozbyć nie dawał mu spokoju. Jednak coś się zmieniło. Jego matka się zmieniła. Zaczęła dbać o niego, próbować rozmów z nim jednak na to było kilka lat za późno. Luhan wrócił ponownie do szkoły po czym stwierdził, że zamierza na nowo żyć. Jego wyrzuty sumienia gdzieś się rozpłynęły, a on sam czuł się coraz bardziej pewny siebie. Pewnego dnia na dachu wydawało mu się widzieć Sooyoung jednak gdy przetarł swoje oczy, jej już nie było. To na serio dziwne uczucie. Jednak nie wpłynęło to na niego jakoś specjalnie negatywnie. Każdego dnia zachowywał się jak normalny uczeń poznając tajniki życia przyszłości gdzie ludzie uczą się naprawiać świat, który powoli legnie ku spadkowi. Luhan chciał się przekonać o prawdzie. Wiele razy wracał na ten drugi świat w celu odkrycia nowego, nieco lepszego życia niż dotychczas. Posiadał dwie moce, które w instytucie były rozwijane z każdym dniem. Przenoszenie się do tego świata też stało się dla niego łatwiejsze niż wcześniej.
- Luhan musimy porozmawiać – chłopakowi udało się w ostatniej chwili wrócić do świata ludzkiego, gdy do jego pokoju weszła jego matka.
- Wyjeżdżam na kilka dni. Zostaniesz z Marco na te kilka dni. Mam nadzieje, że nic się nie stanie. Martwię się o ciebie – Luhan nie skomentował jej słów jak to czynił za każdym razem. To nie było nawet dziwne. Tak zawsze było między nim, a jego matką. Nikt tym specjalnie się nie przejmował. Gdy jego matka wyjechała, nawet nie zszedł na dół by się z nią pożegnać. Pewnego wieczoru chłopak podsłuchał rozmowę mężczyzny z kimś obcym.
- Ten gówniarz? Proszę cie. Jego matka to wspaniała kobieta. Skoro tak bardzo pragnie wrócić na oddział dla obłąkanych, chętnie mu to załatwię. Mimo, że lobotomia w tym kraju jest zabroniona, znam idealną placówkę, która nadal wykonuje ten zabieg. Wystarczy mieć trochę grosza i być kimś, by to uczynić – jego śmiech odbił się echem w głowie młodszego. Zacisnął swoją dłoń w pięść gdy usłyszał, że Marco chce zrobić z niego kogoś na podobieństwo roślinki. Nic nie mówi, nie stwarza problemów, a tylko żyję podstawowymi czynnościami. Je, pije, oddycha i wydala – nic więcej. Po chwili chłopak znalazł się w ciemnej kuchni nalewając do kubka wody owocowej, a widząc nóż, chwycił go w swoje dłonie, mając ochotę przebić nim serce starszego mężczyzny jednak wiedział, ze wtedy jego matka straciłaby wszystko. On się o nią martwił? Zabawne. Przecież on nie czuje empatii do innej osoby, od kilku lat. Po chwili odłożył kuchenny nóż na ladę, siadając na stoliku pośród tych ciemności. Jego życie zaczęło się zmieniać. Chłopak przestał czuć jakiekolwiek emocje. To było dziwne. Nie czuł ani negatywnych ani pozytywnych cech. Życie bywało niespodzianką. Dla niego tez takie było. Czuł się jak wyrzucony na morze bez jakichkolwiek szans na przeżycie.  Miał tylko nadzieję, że jego życie nie skończy się tak jak innych. Musiał wypełnić swoje przeznaczenie. Uśmiechnął się łobuzersko pod nosem odkładając pół pełną szklankę, kierując   się w stronę biura mężczyzny. Otworzył powoli drzwi wchodząc przez nie po czym zatrzasnął je na klucz.
- Coś się stało Luhan? Potrzebujesz czegoś?
- Oh przestań. Chcesz się troszczyć o kogoś kogo zamierzasz pozbawić racjonalnego myślenia. Nie sądzisz, że to nie ma sensu, ojczymie? – na jego twarzy pojawił się drobny, łobuzerski uśmiech. Mężczyzna zerknął na niego próbując odgadnąć jego myśli.
- W tym towarzystwie tylko ja potrafię zaglądać w czyjeś myśli. Myślałem, ze matka ci o tym mówiła. Jestem psychiczny prawda? – zaśmiał się donośnie. Jego śmiech odbijał się przez ściany, jednak nikt oprócz tej dwójki nie mógł tego usłyszeć.
- O co ci chodzi. Mów do mnie normalnie a nie jakimś popieprzonym językiem – warknął w stronę młodszego. Tym razem to właśnie Luhan czuł, ze wygrał z mężczyzną. Właśnie ujawnił swoją prawdziwą naturę. Cieszył się z tego w duchu, a na jego twarzy wciąż wił się ten uśmiech. Podszedł powoli do jego biurka. Mężczyzna brał go za niepoczytalnego, ale może właśnie tak z nim było? Nikt nie wie, ale on zdawał sobie sprawę, że Marco nie będzie miał siły by dłużej się nad tym zastanawiać. Luhan mu na to nie pozwoli.
- Zabawimy się mój ojczymie. Tak samo jak ty chciałeś bawić się ze mną. 

środa, 14 sierpnia 2013

... you shouldn't trust anyone 3/10

Tytuł:  ... you shouldn't trust anyone
Data napisania: 14 sierpnia 2013
Zespół: EXO
Typ: Opowiadanie
Rozdział: 3/10
Parring: Luhan x Sooyoung
Ilość słów: 2 543
Bohaterowie: Luhan, Sooyoung, Zjawa, Lay 
Notka autora: A wiec jakoś udało mi się napisać kolejną część opowiadania. Podjęłam decyzję, że zrobię inny myk nieco wcześniej. Niedługo biorę się za zamówienia jak i love forever by skończyć je do końca sierpnia ponieważ mimo, że wrzesień to początek nauki, już mam dużo planów i zadań bojowych do wykonania. Mam nadzieje, że uda mi się napisać kolejną część nieco szybciej niż mogę się spodziewać. A teraz zapraszam do czytania i wybaczcie za błędy jeżeli takowe się znajdą. 

Część III


Chłopak obudził się w nieznanym dla niego miejscu. Jedyne co widział to biel i nic więcej. Nie przypominało to nawet szpitala. Po chwili przed nim pojawiła postać, która swoją czernią nadawała kontrast temu pomieszczeniu. Jego oczy wydawały się być puste niczym ta przestrzeń gdyby zabrać stąd ich dwójkę.
- Luhan, chyba zostałeś ostrzeżony przez nasze siły, prawda? – jego głos wydawał się szorstki, zresztą tak zawsze było gdy go widywał. Mężczyzna zazwyczaj wydawał się być spokojny, choć jego słowa posiadające w sobie wiele emocji oraz goryczy wydawały się teraz być niczym. Luhan zerkał na niego po czym dopiero teraz dostrzegł na swojej dłoni pewien znak, którego nie posiadał wcześniej na swoim ciele. Zmierzył mężczyznę swoimi idealnie ciemnymi tęczówkami jakby chciał dowiedzieć się czegoś więcej.
- Widzisz ten znak? To znak, że nie jesteś stąd. Zeszliśmy na ziemię by spróbować naprawić ten świat. Jednak to nam nie wyszło. Wielu naszych ludzi zmarło na wskutek ludzkich wojen. Zostaliśmy nieliczni. Nie możesz powiedzieć tej głupiej dziewczynie, że posiadasz specjalną zdolność. Nie odkryłeś do końca jej uroków, które potrafią nawet zabijać – najwyższy urzędnik z przyszłości widząc niezrozumienie na twarzy chłopaka kontynuował – nasze moce rozwijają się wraz z naszym wiekiem. Niedługo kończysz siedemnaście lat, prawda? Za te kilka dni twoja moc poszerzy się do tego stopnia, że będziesz potrafił manipulować ludzkimi myślami doprowadzając ich nawet do śmierci. Złość, chęć zemsty, odrzucenie… Czy to nie byłoby piękne? Niedługo sam zobaczysz jak to działa. Póki co nie mów nikomu o tym kim jesteś, rozumiesz? Nikt cię nie zrozumie, a ty sam możesz skończyć w podobnym miejscu jak ten – Luhan poczuł mocny ból po czym jego powieki zamknęły się ponownie lecz gdy przyszło je ponownie otworzyć, obok niego stała Sooyoung, która wydawała się być przerażona.
- Luhan, myślałam, że umrę ze strachu o ciebie! – krzyknęła na chłopaka, który powoli siadał. Nie chciał leżeć. Złapał się za głowę, wracając wspomnieniami do jego historii z przed kilku godzin, która nie należała do delikatnych. Czy to wszystko mu się śni? Przez tyle lat nie informowano go kim jest, a tą specjalną zdolność obwiniał zwykły wypadek jednak teraz ponownie niczego nie rozumiał. Z tego zamyślenia wyrwał go głos dziewczyny.
- Oppa, wszystko w porządku? Przyszedłeś mi coś powiedzieć, a potem upadłeś jak kłoda. Jesteś chory, prawda? Dlaczego mi… - Luhan w tym momencie przyciągnął jej delikatne ciało do siebie składając na jej wargach delikatny pocałunek by zapomniała o tym co się stało. Nie mogę nic jej powiedzieć.  Po chwili chłopak odsunął się od niej zaczesując kosmyk włosów za jej ucho.
- Muszę już iść. (…)
Przez te kilka dni wydawało się być normalnie.  Sooyoung razem z Luhan’em spotykali się od kilku tygodni mimo, że ich znajomość nie trwała zbyt długo. Luhan jednak do tej pory nie wyjawił jej prawdy. Praktycznie zapomniał o tym zamiarze i po prostu puścił to w niepamięć. Wszystko wydawało się być piękne. Codzienne spacery u boku dziewczyny, które pierwszy raz wywoływały w nim te pozytywne emocje. Jednak wszystko kończyło się późną nocą gdy chłopak odwiedzał ten inny świat. Miejsce w którym wszystko się zatrzymało.
- Jesteś pewien, że chcesz wracać na tamten świat? – zapytał Lay siedząc obok chłopaka, który wydawał się błądzić myślami różnymi drogami tego dnia. Właśnie, ten sam chłopak, który zatrzymał czas kilka dni temu, teraz stał się jego najlepszym przyjacielem. To on wędrował z nim przez te kilka dni, ucząc go jego prawdziwego  „ ja”.
- Nie mam wyboru. Zostałem po coś stworzony. Muszę tam wrócić – Luhan zerknął na swoje znamię. Nikt nie widział jego nowego znaku na dłoni. Tym samym zaoszczędził sobie zbędnych pytań ze strony Sooyoung. Dnia kolejnego miały odbyć się jego urodziny. Chłopak cieszył się, że spędzi je razem z dziewczyną. Planował mimo wszystko na przekór innym powiedzieć jej prawdę i nic już go nie powstrzyma. Siedząc na dachu szkoły poczuł czyjeś delikatne dłonie na swoich oczach. Odwrócił się w stronę dziewczyny z drobnym uśmiechem, który również ona odwzajemniła. Jej twarz promieniała, a w dłoniach trzymała mały tort gdzie napisane było „Wszystkiego najlepszego Lulu”. Przez te kilka dni, tak właśnie na niego mówiła. Zastanawiał go fakt czy będzie mówić też tak o nim po tym co zamierzał jej powiedzieć. Westchnął cicho przyglądając się jej.
- Luhan dlaczego się nie cieszysz? Masz dziś już siedemnaście lat. Jesteś już taki stary i nie wiem czy mogę się z tobą widywać – zaśmiała się po czym złożyła na jego wargach delikatny pocałunek. Luhan złapał ją za dłoń z delikatnym uśmiechem. Kocham go jak szalona… Po odczytaniu jego myśli, jego uśmiech się poszerzył. Przytulił ją mocno do siebie, czując że go nie zostawi. Przecież go kocha, tak sobie wmawiał. Zdmuchnął świeczki na torcie, który przyszykowała specjalnie dla niego dziewczyna.
- Spotkajmy się wieczorem. Muszę ci coś powiedzieć. Coś co jest prawdą o mnie – szepnął jej do ucha. Dziewczyna przyjrzała się mu w uwagą, ale zgodziła się na to. Przez resztę dnia mimo, ze połowę spędzili wspólnie, chłopak zastanawiał się czy dobrze robi. To głupie pytanie. Wiedział, ze mu to zaszkodzi jednak był zbyt uparty by słuchać się nakazów wydanych przez najwyższych.

̉•••

Wieczorem Luhan czekał na dziewczynę na plaży gdzie umówili się jakiś czas temu. Odkąd pamięta to tutaj poprosił dziewczynę by została u jego boku, dostając akceptację. Wiedział, że tylko jej mógł ufać. Lay? Lay był pseudo przyjacielem. Nie ufał mu do końca.  On pochodził z innego świata. Gdyby ktoś to usłyszał, pewnie wziąłby go za psychicznego. Po chwili poczuł czyjeś dłonie, które zasłoniły jego twarz. Zerknął na dziewczynę, delikatnie ukazując na swojej twarzy uśmiech.
- Myślałam, że gdzieś pójdziemy. Widzę, że lubisz wspomnienia, Lulu – zaśmiała się cicho. Chłopak zerknął w jej ciemne oczy, chwytając w obie dłonie jej twarz po czym złożył na jej ustach stęskniony pocałunek, który zawierał w sobie gorycz. Teraz albo nigdy… - powiedział sobie w myślach.
- Musisz mnie wysłuchać co teraz Ci powiem. Kocham cię i nie chcę cię oszukiwać – zaczął swoją przemowę – Nie jestem zwykłym człowiekiem. Potrafię czytać w ludzkich myślach. Podobno pochodzę z przyszłości, ale trudno jest mi w to uwierzyć. Ludzie słyszą tylko jeden głos, ja słyszę dwa. Potrafię przeczytać myśli każdego… nawet twoje – powiedział cicho. Dziewczyna była skupiona, ale po chwili zaśmiała się głośno.
- Oppa, nie wygłupiaj się. Pośmialiśmy się, chwila grozy, ale nie żartuj sobie – uśmiechnęła się ściągając ze swojej twarzy jego dłonie chwytając je w swoje ręce. On nie jest potworem? Przecież mnie kocha…. Dlaczego zachowuje się tak dziwnie. Czy chce mnie odrzucić?
- Pamiętasz jak kiedyś powiedziałem ci, że jestem potworem? Nie chciałaś w to wierzyć. Kocham cię, nie możesz w to wątpić. Jesteś pierwsza osobą na której mi zależy. Nie zachowuję się dziwnie lecz mówię ci całą prawdę. Nie chcę cię odrzucić… Nie chcę cię stracić Soo – powiedział cicho chcąc prawą dłonią dotknąć jej policzka, ale Sooyoung odsunęła się od niego. W jej oczach widział łzy. Dziewczyna uwierzyła. Wiedziała, że Luhan zajrzał w jej podświadomość. Bolało ją to, ale nie mogła nic na to poradzić.
- Luhan, ja… - wycofała się do tyłu -… przepraszam – Sooyoung po prostu ciekła po wyznaniu prawdy przez chłopaka. Luhan chciał biec za nią, ale czyjaś dłoń uniemożliwiła mu to. Zerknął na chłopaka, który zatrzymywał czas. Tak, zrobił to również w tym momencie gdy dziewczyna zniknęła mu z oczu.
- Po cholerę jej o tym powiedziałeś! – warknął – Przez ciebie wszyscy możemy zginąć z tej planety, kretynie! – Luhan nie chciał go słuchać. Właśnie stracił kogoś na kim mu bardzo zależało. Nie mógł nic poradzić.
- Spójrz na mnie do cholery jasne! – Luhan zerknął na niego z pogardą po czym uderzył go prosto w twarz spoglądając jak po prostu upada na ziemię. Nie wiedział skąd u niego aż tak wielka siła. Zerknął na swoją dłoń, widząc palący znak. Świecił się na niebiesko, a jego dłoń zaczęła go boleć.
- Co do cholery… - powiedział, ale gdy tylko podniósł wzrok znów znalazł się w tym białym pomieszczeniu przypominające szpital. Poświata i znów ta zjawa, która za każdym razem wydawała się mu być taka sama. Bez wyrazu twarzy, nie wyrażająca żadnych emocji.
- Uprzedzaliśmy cię o wszystkim. Według zasad najwyższego powinieneś był zginąć jednak możesz nam się jeszcze przydać – odchrząknął ściągając z siebie kaptur. Luhan po raz pierwszy widział twarz mężczyzny, na którego policzku znajdowała się mała blizna, ale nawet ona dodawała mu uroku.
- Dziś są twoje siedemnaste urodziny prawda? Przykro mi, że ludzie tak reagują. Jednak nie jesteś tego w stanie zmienić. Ludzie nie wiążą się z wariatami. Boją się tego. Nie, nie jesteś wariatem. Użyłem złego słowa. Wybaczysz mi, prawda? – kącik ust zjawy uniósł się w łobuzerskim           uśmiechu –Jesteśmy inni, wyjątkowi. Na swoje siedemnaste urodziny otrzymasz o północny nową moc. Będziesz potrafił mieszać w myślach innych. Podejmować za nich decyzje. Ale uważaj, zła podjęta decyzja , może kosztować czyjeś życie. Twoje, kogoś z nas lub… kogoś na kim ci zależy. Jesteś nam potrzebny. Będziesz mógł się mścić jednak coś za coś, ale o tym porozmawiamy na spotkaniu ławy gospodarzy naszego świata – po chwili gdy tylko Luhan mrugnął leżał w swoim łóżku, budzony budzikiem ustawionym na za piętnaście siódma. Chłopak mozolnie podniósł się z łóżka zastanawiając się czy wszystko było prawdą czy jedynie jego głupim wyobrażeniem sennym. Ubrał na siebie swój mundurek podążając drogą do szkoły. Będąc na palcu zauważył śmiejącą się Sooyoung. Miał do niej podejść, ale widząc że ta gdy tylko go zauważyła, uciekła, wolał zostać na swoim miejscu. Czyli to było prawdą. Dowiedziała się od niego kim był, ale tym samym zostawiła go. Wiecie jak czuję się tonący człowiek, który nie widzi już żadnego sensu na ratunek dla siebie skoro wyrzucony na środek morza nie widzi nikogo w swoim pobliżu? Tak czuł się Luhan. Po raz kolejny został odrzucony. Po chwili udał się na sam dach swojej szkoły siadając na krawędzi, spoglądając na innych uczniów. Przyjazd tutaj był złym pomysłem w jego mniemaniu. Nie miał nic, a gdy coś zyskał, utracił. Podniósł się na równe nogi, zamykając swoje oczy, chcąc opaść na ziemię  jednak ktoś mu na to nie pozwolił. Gdy tylko upadł nie fortunnie na swoją rękę zerknął w  bok cicho sycząc. Lay…
- Co ty robisz! Oszalałeś?! – krzyknął na niego. Chłopak miał rozciętą wargę po ostatnim uderzeniu o czym świadczył plaster przyklejony do jego twarzy. Usiadł po chwili przecierając spocone czoło od swoich nerwów. Zerknął na chłopaka zastanawiając się po co mu to było.
- Wybacz – Lay po chwili z grobowej miny zerknął na niego drobnie się uśmiechając klepiąc chłopaka po jego plecach.
- Jesteśmy przyjaciółmi. Mimo, że tego nie akceptujesz. Lubię cię. Jesteśmy w tym samym bagnie. Musisz to po prostu zaakceptować tak samo jak ja to zrobiłem – westchnął cicho, a gdy Luhan zobaczył dziewczynę stojącą przy drzwiach, na moment wydawało się, że przestał oddychać. Tak, miejsce gdzie się wszystko zaczęło.
- Soo poczekaj! – krzyknął za dziewczyną ruszając tuż za nią po schodach. Na półpiętrze złapał ją, pociągając mocno za nadgarstek. Dziewczyna zerknęła na niego, a jemu wydawało się, że widzi w jej oczach nienawiść. Nienawiść skierowana w jego stronę.
- Chciałeś wcześniej abym dała ci spokój. Nie wierzyłam, że jesteś potworem. Jednak… jednak nim jesteś… - w jej kącikach pojawiły się łzy. Luhan nie mógł jej trzymać po tych słowach. Puścił jej nadgarstek spoglądając jak dziewczyna powoli odbiega od niego. Wcześniej chciał jej strzec, ale teraz chciał mieć ją obok siebie. Nie zauważył nawet gdy obok chłopaka pojawił się Lay trzymający swoją dłoń na jego ramieniu. Po chwili jednak i on zniknął na korytarzy zostawiając go samego sobie. Luhan odpuścił sobie resztę zajęć. I tak nikt o tym się nie dowie. Jego matka i tak się nim nie interesowała wiec pewnie by pogadała i tyle z tego. Przecież ona jest w szczęśliwym związku. Chłopak wrócił do mieszkania gdzie jedynie widział Klarę, ich gospodynię. Luhan zamknął się w swoim pokoju krzycząc jak oszalały. Zwalił wszystkie książki z półek w ataku szału, próbując się opanować jednak to było trudne. Uderzył pięścią w ścianę, która po chwili zrobiła się sina. Nie rozumiał tego wszystkiego. Przecież go kochała. Dlaczego go zostawiła? Luhan opadł obok swojego łóżka, łkając jak mały chłopiec, chowając swoją twarz między kolanami. Czuł się oszukany. Nie chciał nikogo widzieć.

•••

Przez kolejne dni, chłopak samotnie włóczył się po mieście lub siedział w domu. Jednak pewnego dnia jego matka kazała mu iść do szkoły gdzie miał sprostać wszystkim wyzwaniom tego poranka. Luhan nadal był zły na siebie. Był wściekły na to, że był nadal tak bardzo naiwny, wierząc że dziewczyna z łatwością przyjmie to kim był. Jego serce podchodziło mu do gardła gdy tylko o tym pomyślał. Wchodząc po schodach mijał te same twarze. Lay siedział w kącie wyglądając na zakochanego w grach komputerowych. Obok niego stał ktoś jeszcze jednak nie znał go. I nawet nie chciał go poznać. Właśnie wtedy na jego drodze pojawiła się ona. Dzwonek zadzwonił, a Sooyoung pobiegła w stronę sali muzycznej. Luhan zrezygnował z pogoni za nią. Udał się na lekcję matematyki z profesorem Lee jednak Soo była nieobecna na tych zajęciach. Po zakończonej lekcji, chłopak udał się do Sali muzycznej gdzie spotkał wychylającą się się Sooyoung. Powinnam była o tym mu powiedzieć? Junsu może wybaczyłby kiedyś moją zdradę. Kochać dwóch… czy to możliwe.. Nie, Luhan jest potworem. Nie mogę… nie chcę.. Słysząc to w swojej głowie Luhan zacisnął swoje dłonie w pięści. Zamknął drzwi z hukiem, a gdy dziewczyna się odwróciła wyglądała na przerażoną.
- Luhan oppa, co ty… - powiedziała cicho spoglądając na niego. Chłopak cały czas spoglądał na nią z wielką nienawiścią w oczach. Nie mógł wybaczyć komuś kogo kochał, zdrady. Przechylił głowę na bok, śmiejąc się nieco jak psychopata.
- Boję się ciebie Luhan… - wyszeptała – wypuść mnie z tej sali. Roz… Rozstańmy się w spokoju. Przecież mnie kochasz. Ja koch… Luhan… - widać było, że Sooyoung była przestraszona zachowaniem chłopaka, który nigdy dotąd nie zachowywał się względem jej osoby.
- Boisz się mnie? Nazwałaś mnie potworem. One nie mają uczuć – zaśmiał się pod nosem, uśmiechając się łobuzersko. Podszedł do niej bliżej przygwożdżając ją do ściany, w którą po chwili uderzył dłonią.
- Dlaczego?! – krzyknął na nią – Dlaczego? – powtórzył nieco łagodniej jednak nie odsunął się od niej czując jej przyspieszony oddech. Zaśmiał się po chwili spoglądając w jej ciemne oczy.
- Będę istniał, jednak bez ciebie. Napiszesz list pożegnalny. Chyba nie trudno ci to zrobić? Powiesz, że cały świat był przeciwko tobie. Widzisz to okno? Myślisz, że to wystarczająco wysoko by ktoś pomyślał o twojej próbie samobójczej? Nie miej skrupułów. Nikt nie zatęskni za tobą. Przecież ciebie też nikt nie kocha, prawda? Jesteś sama Sooyoung – te niewypowiedziane słowa wiły się w głowie ich obu. Dziewczyna po chwili odeszła od niego wyciągając kartkę na której zapisała kilka, niezbyt długich słów. Luhan spoglądał na nią z tą obojętnością. Sooyoung położyła kartkę pod zeszytem, na biurku nauczyciela po czym podeszła do okna, stając na parapecie. Luhan dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego wszystkiego. Jego nowa moc… To naprawdę było możliwe, a bez umiejętności panowania nad nią, była niebezpieczna.
- Nie! – krzyknął podbiegająca do okna by złapał dziewczynę jednak na to było za późno. Oddychał szybko widząc ciało dziewczyny na trawniku. W jego oczach kumulowały się łzy. Zabił ją. Zabił ją własną mocą. Zabił ją z głupoty. Odsunął się w kąt pokoju, a słysząc czyjeś kroki, sam zamarł. Ktoś powie, że to on ją wypchnął. Że to jego wina, ale tak właśnie było. To on sprawił, że to zrobiła. Luhan spoglądał nerwowo jak drzwi powoli się otwierają. To koniec. Koniec dla niego. 

poniedziałek, 29 lipca 2013

... you shouldn't trust anyone 2/10

Tytuł:  ... you shouldn't trust anyone
Data napisania: 29 lipca 2013
Zespół: EXO
Typ: Opowiadanie
Rozdział: 2/10
Parring: Luhan x Sooyoung, Junsu x Sooyoung
Ilość słów: 2 338
Bohaterowie: Luhan, Sooyoung, Junsu, Zjawa, Lay (chłopak ze zdolnością)
Notka autora: Pierwsze dziękuję, że komuś jednak chce czytać się te moje wypociny na które mam coraz więcej pomysłów. Może niektórym wydadzą się nieco kiepskie, a niektórym - kto tam wie. Trochę zamieszała, ale to lubię najbardziej. Postaram się pisać regularnie, ale wiadomo jak to bywa. Mam teraz nieco dużo zajęć i nie raz trudno je pogodzić. Co do bloga pojawiła się sonda co do pisania opowiadań na zamówienie, która trwa przez jakiś czas. Poza tym mamy nowy wygląd, który zawdzięczam imagined-paradise. A teraz nie przedłużając zapraszam do kolejnej części.





Część II


- Musimy chyba porozmawiać… Ja.. Muszę coś Ci powiedzieć – Luhan spoglądał na nią. Wiedział, że musi wyjawić jej całą prawdę. Jednak czy to będzie w porządku jeżeli ucieknie? To pytanie katowało go najbardziej.
- Sooyoung, ja… - w tym momencie zadzwonił budzik chłopaka, informujący go o potrzebie otworzenia swoich leniwych powiek, które wolały zostać w takim stanie jak teraz. Luhan usiadł na łóżku, spoglądając w okno, gdzie słońce witało nowy dzień. Chłopak westchnął cicho, zdając sobie sprawę, że to był jedynie gorzki sen. Jego podświadomość bawiła się nim tak samo jak bawili się nim ludzie. Luhan z łóżka widział swoje odbicie w lustrze. Każdego dnia, witała go ta sama melancholia. Jesteś potworem Luhan, nie okłamuj sam siebie. Nikt cię nie kocha. Będziesz sam jak teraz. Podnosząc się z łóżka, udał się do łazienki, opierając się swoimi bladymi dłońmi o umywalkę.
- Jesteś potworem Luhan, słyszysz? – chłopak podniósł swoją głowę, nie widząc nic więcej oprócz własnego odbicia. Po chwili krzyknął zły, uderzając dłonią w szybę, która po chwili rozprysła się po całym pomieszczeniu. Usiadł na ziemi, spoglądając na swoja poranioną dłoń, wmawiając sobie, że nie czuję bólu. Nie odczuwał tych brudnych myśli, które nie raz odwiedzały jego głowę. Słyszał jak ktoś dobija się do drzwi. Jego matka wyjechała. Została jedynie służba, która tak samo jak jego rodzicielka  uważała za odmiennego. Chłopak przymknął swoje oczy, pozwalając aby struga krwi, powoli opadła na białe kafelki w łazience. (…) Luhan zdawał sobie sprawę z tego, że musi znów zmierzyć się z codziennością. W małej apteczce znalazł wodę utlenioną oraz bandaż, próbując coś z tym zrobić. Służbie powiedział, że przez przypadek uderzył  ręcznikiem w lustro, powodując jej upadek, stąd pochodziły te odgłosy tłuczonego szkła. Służba więcej nie pytała. Wolała żyć w niewiedzy. Mimo wszystko chłopak słyszał ich myśli, głos podświadomości ludzkiej. Ten dzieciak powinien być w jakimś zakładzie. Małomówny, nie sprawia problemów. Z nim jest coś nie tak. Luhan nie pytał. Nie chciał nic więcej wiedzieć. Miał nadzieję na to, że to wszystko skończy się szybciej niżeli on sam by się tego spodziewał. Obserwując ludzi, czuł że powoli wtapia się w tłum, ale nadal czuł się jak obcy. Podążając drogą przed nim, w oddali, pojawiła się ta sama postać, którą widział wcześniej w lustrze, ale czy to możliwe? Ten sam uśmiech, te samo odzienie. Luhan przetarł swoje oczy, ale zanim je otworzył, postaci w ciemnym kapturze już nie było.
- Dziwne… - mruknął cicho, po czym ruszył dalej swoją drogą. Przy wejściu do szkoły, usłyszał znajomy głos. Mimo wszystko nie chciał z nią rozmawiać. Odkrzyknął tylko „nie mam teraz czasu” i poszedł czym prędzej do biblioteki. Miejsce puste. Większość uczniów w taką pogodę woli spędzać czas na dworze z przyjaciółmi, a on? On po prostu potrzebował spokoju. Siedząc nad książką poczuł, ze ktoś mu ją zabiera.
- Teraz nie możesz mi już uciec – dziewczyna wyglądała na zapartą w swoim przedsięwzięciu. Luhan jednak nie odezwał się do niej ani słowem. Po prostu siedział, spoglądając na nią ciemnymi tęczówkami.
- Zamierzasz długo mnie tak ignorować? Co ja ci zrobiłam? – po chwili zerknęła na dłoń chłopaka po czym na jego twarz – Jah! Co Ty zrobiłeś!? – w tym momencie bibliotekarka kazała się jej uciszyć. Gdy chłopak chciał zakryć to, naciągając rękaw, dziewczyna mu na to nie pozwoliła. Zerknął na nią, wchodząc do jej głowy. Czy on próbował się… Nie, to nie możliwe…Prawda?
- Nic sobie nie zrobiłem. Skaleczyłem się po prostu. Zresztą nie musisz się o mnie martwić. Wróć do swojego życia jakie prowadziłaś zanim mnie poznałaś. Daj innym mną pomiatać. Nie przyjaźni się ze mną bo jeszcze ty zostaniesz popychadłem. Nie znasz mnie. Nie chcesz mnie znać. Ja…
Luhan zawiesił na moment swój głos, przymykając na moment powieki. Czuł, że jego serce to boli przez to wszystko, ale nie mógł jej dać zbliżyć się do siebie. Musiał ją zranić by dała mu nareszcie spokój.
- Jestem potworem. Jestem twoim zagrożeniem – widząc jej minę, po prostu wyszedł, odpuszczając sobie dzisiejsze zajęcia. Widział jej minę. Słyszał jej myśli. Zaczęła go nienawidzić. Nie chciał tego, ale musiał to zrobić. Nie chciał aby zadawała się z kimś jego pochodzenia, po prostu.  Luhan wyszedł z biblioteki, idąc na samą górę. Stanął na krawędzi balustrady, obserwując zatłoczony parkan swojej szkoły. Każdego dnia było tak samo. Stała rutyna, która  go irytowała.
- Nie możesz z tym skończyć. Twoje przeznaczenie jeszcze  się nie ziściło  - Luhan odwrócił swoją głowę w stronę postaci. Widząc znów mężczyznę w kapturze i jego uśmiech, wrócił wspomnieniami do chwili gdy wydawało mu się, że ma tylko zwidy po nieprzespanych nocach.
- Kim ty jesteś do cholery? To kolejny chory sen?
- Nie Luhan. Niedługo dowiesz się jak zapisana jest Twoja księga przeznaczenia. Pamiętaj, że nic nie dzieje się bez przyczyny – i to było tyle z wypowiedzi. Zamiast mężczyzny przed oczami miał czarnego kruka, który bardzo szybko zniknął wśród obłoków chmur. Chłopak nie rozumiał sensu słów. Księga przeznaczenia? Przez moment stojąc w miejscu, nie zauważył grupy chłopaków, która najwyraźniej miała dobry humor.
- Kogo my tutaj mamy. Tym razem mi nie uciekniesz – Luhan zerknął w stronę Junsu i jego bandy. Chłopak miał mały problem dotyczący dłoni wiec bójka z taką grupą mogła być nieco trudniejsza niż zwykle. Po chwili cała banda rzuciła się na młodzieńca, zadając pierwsze ciosy. W tej chwili Luhan modlił się o szybki koniec, ale przypomniały się mu słowa mężczyzny. Nic nie dzieje się bez przyczyny…  Luhan po chwili przewidując ruch chłopaków, odwinął się, blokując kolejne ciosy po czym na dach wpadła ich nauczycielka, a za nią Sooyoung. Chłopak miał szczęście w nieszczęściu, ale on widział tylko negatywną stronę tej sytuacji.

̉•••

Luhan wracał wieczorem do swojego domu z rozciętą wargę i kilkoma zadrapaniami. Chciał wrócić do starego życia, które i tak praktycznie nie różniło się od tego. Nie wiedział co było z jego ojcem. Nie utrzymywał z nim kontaktu i dziwny byłby powrót do niego. Gdyby chciał to uczynić, zapewne jego matka nie miałaby nic przeciwko. Nie raz w jej myślach odnajdywał myśl, że najchętniej by pozbyła się jego osoby ze swojego życia, mimo że grała idealną matkę. Kiedyś by go to bolało, ale teraz przestał się tym przejmować. Gdy był młodszy i był bardziej podatny na słowa osób jak i na ból, szukał w internecie o ludziach próbujących odejść z tego świata, jednak nigdy nie miał wystarczającej siły by to uczynić. Uważał, że to podejście jest egoistyczne, ale zdawał sobie sprawę, że po jakimś czasie wszyscy by go zapomnieli, a  on… On nie musiałby męczyć się z tymi ludźmi. Wracając ulicami, zaczęło padać. Chłopak jednak nałożył na siebie kaptur, nie przejmując się uciekającymi ludźmi. Wolał deszczowe dni niż słoneczne. Nigdy nie wiedział z czego to wynikało, ale tak po prostu było. Będąc nieopodal swojego domu przyuważył tajemniczą postać, którą dopiero z czasem poznał.  Sooyoung. Zatrzymał się w miejscu. Chciał odejść, ale wiedział że nie może jej pozwolić stać w tym deszczy. Znów obudziły się w nim te chore uczucia, których myślał się wyzbyć jakiś czas temu. Już miał odwrócić wzrok gdy w tym samym momencie ich spojrzenie zetknęło się ze sobą. Po chwili wyciągnął ze swojej torby klucze przechodząc obok dziewczyny jakby jej wcale tam nie było.
- Zamierzasz mnie tak ignorować? – Luhan po chwili słysząc jej słowa, zatrzymał klucz w zamku spoglądając na nią obojętnym wzorkiem mimo, że sam miał ochotę zanurzyć swój nos w jej pachnących włosach. Tamten sen, myślał że to nadzieja na lepsze jutro, ale jak widać sny to sny, nigdy się nie sprawdzają.
- Powiedziałem ci że masz mnie ignorować. Jestem potworem. Nie musisz rozumieć moich słów. Ważne byś się nie zbliżała do mnie. Zrozum to nareszcie – warknął po czym poczuł jej dłoń na swoim nadgarstku chcąc go powstrzymać.
- Gdybyś był potworem nie odsunąłbyś mnie od siebie. Nie powiedziałbyś mi tego. Luhan, co się z tobą dzieje? – chłopak spoglądał na nią swoimi ciemnymi tęczówkami po chwili cicho westchnął. Ten chłopak nigdy nie ukazywał swoich emocji. To nie było możliwe. Odkąd pamiętał jego życie to wieczny brak emocji  i same kłamstwa.
- Wejdź do domu bo się rozchorujesz.
- Widzisz, jednak nie jesteś tym kim mówisz – zaśmiała się cicho. Po chwili weszła za nim do jego domu rozglądając się po ścianach gdzie puste miejsce zapełniały fotografie, ale na żadnej nie było Luhan'a. On był tylko wadliwą częścią tej chorej układanki swojej matki. Nigdy nie był brany na poważnie. Zawsze był spostrzegany jako chory chłopak, który nie ma przyjaciół dlatego wyobraźcie sobie szok jaki  przeżyła służba widząc, że Luhan przyprowadził kogoś do domu. Wchodząc do swojego pokoju podał dziewczynie suchą koszulkę oraz spodnie nic nie mówiąc. Dziewczyna podziękowała przebierając się w łazience, a gdy wróciła, przysiadła na łóżku obok chłopaka, który sam siedział w suchych ubraniach.
- Opowiesz mi dlaczego tak się zachowujesz?
- Nie rozumiem twojego postępowania Sooyoung. Najwidoczniej nie znasz życia. Jesteś zagubioną dziewczyną, która szuka tylko przygody. Junsu niczego cię nie nauczył? Powinnaś była go słuchać, a nie jakiegoś chłopaka, którego ledwo znasz. Chcesz skończyć jak… - w tym momencie chłopak poczuł uderzenie na swoim policzku. Dziewczyna miał całe oczy we łzach jednak Luhan wydawał się być na to obojętny jak nigdy dotąd. Sooyoung poszła przebrać się ponownie w swoje mokre ubrania i wybiegła z jego domu, zostawiając chłopaka, który z tej perspektywy wyglądał jak zwykły posąg. Luhan zerknął w dół czując się z tym wszystkim źle. Nie z powodu uderzenia, które teraz nieco piekło, ale tego jak ją potraktował, ale on ją o tym uprzedzał. Uprzedzał, że jest potworem. Nie potrafił kochać. Nie potrafił znieść, że ktoś go lubi.
- Dobrze zrobiłeś. Gdybyś pozwolił jej wejść do swojego życia, twoje przeznaczenie mogłoby ulec zmianie. Jesteś nam potrzebny – gdy chłopak odwrócił głowę, nikogo nie widział oprócz uczucia  zimnego podmuchu wiatru. Powoli wszystko wydawało się być zagadką. Zrobił to co chciał jednak w jakieś części bardzo tego żałował i chciał być obok dziewczyny. Dlaczego to wszystko jest takie cholernie trudne? (..)

•••

Przez kilka dni, Luhan został sam. Nikt nie chciał z nim rozmawiać. Nawet Sooyoung wydawała się być oddalona. Nie dziwił się jej. Zranił ją, ale tym razem czuł wyrzuty sumienia w stosunku do tej dziewczyny. Była jedyną osobą w jego życiu, która nie brała go za jakiegoś dziwaka chociaż nawet on sam siebie tak określał. Siedząc na parapecie, chłopak spoglądał na spadające krople deszczu. Gdzieś na dnie serca czuł się z tym źle. Miał ochotę wrócić do czasu z przed kilku dni, ale to nie było takie proste. Po chwili zobaczył Junsu razem z… Sooyoung. Ten obraz sprawił, ze jego serce zabiło nieco mocniej. Czyżby chłopak poczuł żal z tego powodu?
- Zamierasz znów wracać do tego jaki jesteś dziwny i tym podobne? Ah ci ludzie naprawdę są zmienni. Nie uważasz? – Luhan odwrócił głowę w bok dostrzegając pewną postać. Nie znał tego chłopaka i dziwił się na sens słów wypowiedzianych przez jego osobę.
- Potrafię zatrzymać czas – zerknął w jego oczy – potrafię zawładnąć czasem, który zatrzyma to wszystko w tym momencie. Zjawy jak i osoby, które mają specjalne zdolności nie zatrzymują się w czasie – chłopak pstryknął swoimi palcami sprawiając, że czas jakby zatrzymał się niczym zacięta klatka w starym filmie.
- Wiem co czujesz. Jednak nie możemy wyjawić śmiertelnikom kim jesteśmy. Musisz się z tym pogodzić. Mimo, że umieramy jak oni, możemy im tylko przeszkadzać w tym życiu. Jesteśmy wyższą rasą pochodzącą z przyszłości. Jak ja oraz Ty – Luhan zerknął na niego gdy po chwili pstryknął ponownie, a czas wrócił do normy.
- To są tylko brednie. Naczytałeś się zbyt dużo komiksów- zabrał swoje rzeczy odchodząc z dala od chłopaka gdy usłyszał jego pytanie, które raczej brzmiało jak twierdzenie:
- Widziałeś ostatnio postać w czarnej szacie, prawda?
- Nikogo takiego nie widziałem – odparł szybko po czym ruszył na górę, mierząc wzrokiem dziewczynę. To dziwne przeczucie gdy przechodził obok niej nie dało mu spokoju. Jakby miał ziścić się jego najgorszy sen, a ona sama miałaby zaraz odejść. Nie tak jak teraz, ale zmierzając ku drodze gdzie nie można zawrócić. (…) Luhan przez cały wieczór siedział w swoim pokoju zastanawiając się nad tamtą wypowiedzią. Człowiek z przyszłości? To było chore, a dla samego chłopaka było niczym chora fabuła podrzędnej książki.  Po chwili chwycił swoją szarą bluzę wychodząc z mieszkania.
- Paniczu, czy nie jest… - chłopak zignorował kobietę, która zajmowała się domem. Nie liczył się ze zdaniem innych, a tym bardziej tej kobiety. Przez kilka minut swojej drogi zastanawiał się czy dobrze robi zmierzając tą ścieżką, ale nie dowie się tego póki nie zobaczy osoby, która przez kilka dni stała się mętlikiem w jego głowie. Stojąc niedaleko bramy zobaczył jej osobę razem z chłopakiem imieniem Junsu. Nie wierzył własnym oczom. Gdy chłopak odjechał, a dziewczyna odwracała się by iść do domu, przyuważyła jego osobę.
- Luhan? – chłopak podszedł do niej bliżej chwytając jej dłoń, przyciągając ją do siebie mocno, składając na jej ustach pocałunek. Z początku dziewczyna odpychała go, ale po chwili poddała się tej chwili. Gdy chłopak odsunął się od niej wiedział, ze to nie jest żaden sen.
- Zachowałem się jak idiota, Sooyoung. Nie wierzyłem, ze mogę kogoś tak bardzo polubić. Chcę chronić cię przed złem, ale to oznacza, że muszę chronić cię przed sobą.
- Oppa… - powiedziała cicho po czym sama wpiła się w jego wargi jeszcze raz jakby chłopak miał zaraz odejść od niej – nie zostawiaj mnie ponownie.
- A co z Junsu? Powoli sam się w tym gubię.
- Luhan, Junsu to nie tak jak myślisz. Jego siostra jest moją przyjaciółką, a potem jak się z tobą pokłóciłam musiałam sobie z tym wszystkim poradzić, ale to ze pozwoliłam ci tak łatwo odejść było moją pomyłką – dotknęła delikatnie jego policzka cicho wzdychając, gładząc go swoja dłonią.
- Sooyoung, jest coś o czym musisz wiedzieć. To może wydać się dziwne, ale bałem się że mnie zostawisz, ja..
- Oppa, nie zostawię cię.
- Sooyoung ja… - w tym momencie tuż za nią pojawiła się zjawa jednak nie ze swoim złowieszczym uśmiechem, mordem w oczach. Ostrzegałem cię, że nie możesz zdradzić śmiertelnikom co potrafisz. To jeszcze nie czas dla ciebie, ale nie dajesz mi wyboru. Musisz ponieść karę..
- Sooyoung, ja… - chłopak nie zdążył powiedzieć nic więcej. Upadł po prostu na ziemię tracąc przytomność. Jedyne co pamiętał z tego stanu to krzyk dziewczyny przed jej domem, a potem czarna pustka.



niedziela, 21 lipca 2013

.. you shouldn't trust anyone 1/10


Tytuł: ... you shouldn't trust anyone
Data napisania: 21 lipca 2013
Zespół: ---
Typ: Nic szkodliwego póki co.
Rozdział: 1/10
Parring: Luhan x Sooyoung (początek)
Bohaterowie: Luhan, Junsu, Sooyoung, matka Luhan'a oraz pracownicy szkoły.
Ilość słów: 2 526
Notka autora: Trochę zmian wystąpiło na wskutek mojej nauki i zabawy programem do tworzenia grafiki. Mam nadzieję, że się spodoba tak samo jak pierwsza część mojego opowiadania. Pisząc nie raz zastanawiałam się jak mogę zaciekawić ludzi, ale chyba nie potrafię czytać w myślach jak... Nie, nie ważne. Zapraszam do czytania i oceniania.


Część I



To był jego pierwszy dzień w nowej szkole. Razem z matką musiał przeprowadzić się z Londynu do miasta z którego pochodził jego nowy ojczym. Jedyną rzeczą, którą pamiętał ze swojego poprzedniego życia to fakt, że ojciec był alkoholikiem, który katował każdego dnia swoją żonę oraz własnego syna. Chłopak czuł zawistne spojrzenia ze strony innych uczniów liceum. Najczęściej były to dzieciaki z dobry i bogatych rodzin. Luhan trudno przyjmował fakt tego, że nowy mężczyzna jego matki miał na tyle pieniędzy by móc uszczęśliwić swoją ukochaną, dając jej synowi najlepsze wykształcenie jednak sam chłopak widział, że ten sam mężczyzna nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Rzadko kiedy rozmawiali ze sobą oprócz krótkich słów używanych względem ludzi spotkanych na ulicy, jednak żadnego z nich tak naprawdę odpowiedź nie interesowała. Wszedł do sekretariatu podając dokument tożsamości by móc odebrać swój plan zajęć co było dla niego nowością, ale skoro ktoś płaci to muszą być i specjalne i nieco odmienne warunki wydawania nawet głupiego planu.
- Luhan Liu. Nie jesteś stąd, prawda? – chłopak zerknął na starszą kobietę delikatnie pochylając się do przodu w geście potwierdzenia swoich słów jednak nawet teraz wiedział dobrze, że ta sama osoba marzy jedynie o tym by opuścić te pomieszczenie i zapalić za pokojem dla personelu placówki. Luhan zabierając plan i numer do swojej szafki, skierował się w stronę holu. Chłopak starał się nie wyróżniać z tłumu. Były ku temu pewne powody. Nie był tak jak każdy. Podczas jednej kłótni w domu, mały chłopiec dostał szkłem od butelki w głowę, które to rozcięcie potrzebowało kilku szwów by jakoś zabezpieczyć je przed zbyt dużą utratą krwi. Od tamtego momentu w swoim życiu, Luhan słyszy dwa głosy w swojej głowie. Pierwszy to ten, który są w stanie usłyszeć wszyscy czyli po prostu mowa za pomocą aparatu mówiącego, a drugi to ten, który tylko on słyszy. Mógł dobrze wiedzieć co myśli pozostała część uczniów, którzy obecnie przebywali nieopodal jego osoby. Tak samo było na korytarzu gdy wkładał swoje podręczniki do szafki do tego przeznaczonej.
Co to za dziwak? Skąd on jest? Wygląda jakby przyszedł z ulicy. Niemożliwe, że jest stąd, wygląda jak ubogi. Dobrze wiedział, że ludzie nie tolerowali jego osoby może właśnie dlatego wolał zostać w swoim cieniu, nie chcąc się za bardzo wyróżniać. Myśli innych z samego początku go bolały, ale z czasem stał się na nie odporny. Po chwili, nie zdążył zamknąć samodzielnie swojej szafki ponieważ zrobił to już ktoś całkiem inny, ktoś całkiem obcy. Luhan zerknął na chłopaka znad spuszczonego  na swoje oczy kaptura. 
- A Ty co? Pomyliłeś drogi do szkoły dla ubogich? – jak widać, chłopak, który najwyraźniej szukał zaczepki, właśnie chciał wykorzystać biednego Luhan’a. Niestety traf chciał, że on sam nie miał ochoty wdawać się w jakiś bójki. Tak jakby tego nie usłyszał, trzymając swoje książki, ominął chłopaka kierując się w stronę swojej sali gdzie miał pierwsze zajęcia. Podsłuchując myśli chłopaka dowiedział się, że zamierza czekać na niego tuż po szkole. Czyli jednym słowem, Luhan miał oberwać od największego podrywacza i przewodniczącego największej bandy w szkole jednak ten sam mężczyzna, nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką jeszcze zdolność posiadał chłopak.
•••
Lekcje minęły mu raczej spokojnie o ile można tak powiedzieć o człowieku, który słyszy narzekanie bez wypowiedzenia zbędnych słów. Obserwując każdego po kolei, słyszał każdą wypowiedź, która nie zawsze była związana z lekcją. Właśnie wtedy dostrzegł dziewczynę o pięknych, brązowych włosach której myśli jako jedynej wybiegały ku drodze spokoju gdzie nie było ani hałasu ani problemów. Luhan wydawał się być nią zafascynowany jak posągiem, który mógłby stać przed jego oczami całe dnie.
- Panie Luhan widzę, że pan chcę wyróżnić się już pierwszego dnia. Zostanie pan dziś po lekcjach. Mam nadzieję, że pan to sobie zapamięta – właśnie te słowa dopiero go przebudziły z tego amoku. Widząc, że dziewczyna spojrzała na niego jak reszta klasa podsłuchał na nowo jej myśli, odwracając szybko swój wzrok. Kim on jest? Czy go kiedyś widziałam? Chłopak cieszył się, że jako jedyne w tej klasie nie miała o nim złego zdania od początku swojej znajomości. Właśnie tego dnia, chciał poznać dziewczynę, która wpadła do jego podświadomości i nie chciała go opuścić. Po zakończonej lekcji, Luhan ponownie naciągnął swój kaptur czarnej bluzy na swoje blond włosy chcąc zostać w samotności mogąc odetchnąć od myśli ludzi. Kiedyś jako mały chłopiec pragnął mieć niesamowitą moc jak w tych serialach dla dzieci, ale gdy jego marzenie się ziściło, stało się ono jego własnym przekleństwem.
- Kogo my tutaj mamy? Miernota i frajer, który myśli że od pierwszego dnia może rządzić całą szkołą. Nie uda Ci się to – Luhan zerknął w jego kierunku czytając jego każdą myśl jednak nie zamierzał się do niego odezwać. Próbując go wyminąć, chłopak złapał go za nadgarstek pociągając go na szafki gdy wokół nich zebrało się kilku uczniaków w tym dziewczyna o której myślał Luhan.
- Nie zamierzasz mi nic odpowiedzieć, huh? – warknął uderzając chłopaka sprawiając, że swoim małym sygnetem, rozciął dolną wargę nowego ucznia. Luhan jednak nie należał do tych słabych. Mimo swojego niewinnego wyglądu,  dzięki któremu przypominał on dzieciaka z podstawówki niż z liceum było dla niego korzystne. Po tym incydencie, chłopak wszedł do jego myśli, mając przewagę nad faktem, że mógł przewidzieć każdy jego najdrobniejszy ruch. Gdy mężczyzna chciał go uderzyć, Luhan uniknął ciosu poprzez schylenie głowy i stanięcie za nim, popychając go stopą na szafki.
- Odpuść sobie. Nie zamierzam grać takiego jak ty – chłopak mając wgląd na myśli chłopaka odczytał, że miał zamiar zaatakować go tyłu dlatego on sam schylił się, powodując tym samym że ten sam chłopak, który uważał się za lidera szkoły, uderzył pięścią w swojego przyjaciela z wielkiego grona. Na twarzy Luhan’a zakwitł jedynie drobny, nieco ironiczny uśmiech gdy odchodził. Obiecał sobie, że nie będzie się wyróżniał spośród tłumu, ale może to być nieco ciężkie. Chłopak wyszedł na dach szkoły, nie zamierzając wracać na pozostałe lekcje. Siedząc na małym stoliku, złączył swoje dłonie ze sobą, spoglądając na błękitne niebo. Wiele wspomnień do niego wracało za czasów gdy jego ojciec nie stał się tak bardzo irracjonalnym człowiekiem. Zdjęcia, które nie raz widział mały Luhan, nie miały w sobie krzyku o pomoc. Wszyscy brali ich za idealną rodzinę, ale wszystko zmieniło się wraz ze zdradą jego matki oraz utratą pracy przez ojca. Odkąd skończył pięć lat, Luhan nie ufał swojej matce. Nie ufał nikomu. Nawet sobie. Wiedział, że na tym świecie nie ma nikogo komu mógłby zaufać. Kim jest ten chłopak?  Słysząc tą myśl, Luhan odwrócił się w kierunku drzwi, spoglądając wprost w kierunku dziewczyny. Odkąd zobaczył ją po raz pierwszy w klasie, wyglądała nienagannie. Jej włosy lśniły w blasku słońca, a w jej oczach pojawiał się blask.
- Nic ci nie jest? Masz … rozciętą wargę – chłopak jednak nic nie odpowiedział. Siedział spoglądając na nią takim wzorkiem jakim chciałby rozpoznać każdą cząstkę człowieka, zamkniętą w sobie. Po chwili jednak gdy dziewczyna usiadła obok niego, wyjmując z torebki małe opakowanie z plastrami i wodą utlenioną, spoglądał na to co chciała zrobić.
- Może trochę szczypać – Luhan nie protestował. Spoglądał na nią swoimi brązowymi tęczówkami, nie ruszając się z miejsca. Dotykając patyczkiem wcześniej zamoczonym w wodzie utlenionej, zerkając w jej oczy, nie czuł żadnego bólu. Gdy dziewczyna przyłożyła swój plaster w miejsce rany, chłopaka nadal spoglądał na nią, chcąc rozpoznać jej intencje.
- Nazywam się Sooyoung, a ty? Jesteś nowym uczniem prawda? Czy wszystko w porządku? – dopiero to było w stanie obudzić chłopaka z jego stanu. Wiedział jak się nazywa. Sooyoung….to piękne imię –pomyślał przez moment. Spojrzał na jej wystawioną dłoń po czym pierwszy raz, uśmiechnął się od pewnego czasu.
- Jestem Luhan. Raczej tak. Musiałem chyba jakoś zapamiętać ten dzień, prawda? Czy wszystkich witacie w ten sam sposób.
- Nie. Junsu myśli, że jest najlepszym chłopakiem w szkole za, którym ugania się prawie cała szkoła, ale jak widać nie wszystkie są mu uległe – chłopak nie rozumiejąc jej słów, wszedł do jej głowy widząc wspomnienia dziewczyny.
- Skrzywdził cię, prawda? – zapytał – Nie jesteś kolejną, która chcę wzdychać do niego. Jesteś na to za mądra. Nie zasługuję na ciebie – stwierdził Luhan. Widok nieco zdziwionej dziewczyny tymi słowami, sprawił, że odwrócił swój wzrok. Nie był dobry w wyznawaniu swoich uczuć, ale mówił co myślał. Dziewczyna zaśmiała się cicho, szturchając go nieco w ramię.
- Oppa, chodźmy dziś do kina.
•••
Luhan stał pod domem dziewczyny, zastanawiając się czy dobrze robi pakując się w to wszystko. Gdyby dziewczyna znała jego zdolność, zapewne szybko by go pogoniła. Luhan nie chciał tego. Coś w nim drgnęło od kilku lat. Jego serce z lodu zaczęło topnieć, a on sam poczuł potrzebę posiadania kogoś obok siebie. Czy tą osobą miała okazać się Soooung?
- Tak mamo, nie wrócę zbyt późno – uśmiech dziewczyny, który pojawiał się każdego dnia na jej twarzy, sprawiał że ten sam chłopak wariował nie wiedząc co ma zrobić. Luhan spokojnie podszedł do bramy, pochylając się w geście przywitania w stronę dziewczyny.
- Oppa, dobrze dziś wyglądasz – zaświergotała u wyjścia bramy – chodźmy – Luhan nie zdążył nic powiedzieć ponieważ dziewczyna złapała jego dłoń. Przez jego ciało przeszedł miły dreszcz, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Luhan, dlaczego wyglądasz na niedostępnego. Chcę cię lepiej poznać – dziewczyna zerknęła w jego kierunku. W jej głowie wiło się wiele pytań, ale Luhan obiecał sobie, że nie zajrzy w jej umysł chociaż różnie z tym bywało.
- Po prostu nie lubię być w centrum uwagi. Wolę raczej samotność. Nie jestem typem takim jak Junsu. Nienawidzę takich ludzi.
- Ja też nie – powiedziała Sooyoung po czym stojąc na palcach pocałowała chłopaka w policzek. To spowodowało, że sam Luhan przystanął w miejscu zerkając w miejscu swoimi ciemnymi tęczówkami w stronę dziewczyny. Nie wiedział co miał powiedzieć. To był jego pierwszy pocałunek. Nie ważne, że w policzek, ale nikt jeszcze tego nie zrobił. Nawet jego matka, która bardzo się zmieniła i sam jej nie poznawał.
- Coś nie tak? – zaśmiała się spoglądając na chłopaka, który wyglądał jakby ktoś wmurował go w ziemię i nie mógł ruszyć. Po chwili zerknął na nią mimo wszystko wkradając się do ich myśli. Chcę go lepiej poznać. Wydaję mi się, że zaczęłam go nieco bardziej lubić…
- Ja? Nie, nic. Wszystko w porządku – Luhan uśmiechnął się podchodząc ponownie, a raczej podbiegają do dziewczyny podnosząc ją w pasie do góry, kręcąc się z nią wokół.
- Co ty robisz?
- Dziękuję! Dziękuję, że dałaś mi szansę.

•••
Przez kolejne dni ta para zaczęła ze sobą rozmawiać coraz więcej, poznając się praktycznie od nowa. Luhan wiedział niemal wszystko o Sooyoung, a ona? Nie wiedziała najważniejszych informacji o nim. Leżał w łóżku, spoglądając na sufit jakby tam chciał znaleźć odpowiedź na trawiące go w środku pytanie. Czy powinien był jej powiedzieć? A co jeżeli ucieknie od niego szybciej niż by się spodziewał. Szczególnie dla niej, chłopak próbował nie czytać z jej myśli choć nie raz było to trudne, spoglądając w jej czekoladowe oczy. Dwa dni wcześniej zapytał się dziewczyny czysto teoretycznie:
- Co jeżeli nie byłbym tym, za kogo mnie bierzesz?
- Jah, oppa. Jeżeli jesteś wampirem mogę dać Ci się napić swojej krwi. Czułabym się jak ta bohaterka, która została schwytana w sidła miłości bohatera – zaśmiała się po czym chwyciła jego twarz oburącz by móc zerknąć mu w oczy – Luhan, Ty jesteś kimś innym. Jesteś moim przyjacielem, którego potrzebuję. Ufam ci bezgraniczne i nie ważne kim jesteś, będę Cię lubić.

Luhan poczuł się wtedy lepiej, ale teraz znów jego myśli zeszły na ten tor. Co jeżeli dziewczyna nie zrozumie tego? Co jeżeli będzie chciała przerwać ich przyjaźń? To była jedyne pozytywna więź, którą utrzymywała chłopaka przy życiu. Chłopak żył od zawsze w strachu i samotności, nie potrzebując ludzi przy swoim boku, ale z nią było inaczej. Pragnął jej bardziej niż można sobie wyobrazić.
- Luhan, kochanie. Wraz z Marco wyjeżdżamy na tydzień za granicę. Mam nadzieję, że nie zrobisz sobie nic. Zresztą, jesteś już dużym chłopcem, prawda? – kobieta zaśmiała się cicho, kładąc na komodzie pieniądze, które mają mu wystarczyć aż do ich powrotu. Jak widać, nawet jego matka trzymała do niego dystans. Uważała, że chłopak nie potrafił czytać w myślach. To były tylko głupstwa by zwrócić swoją uwagę. Nie spoglądał w oczy swojej matki wiedząc co z nich wyczyta. Dlaczego on się jeszcze nie wyprowadzi? Dlaczego nie da mi spokoju – właśnie to często wyczytywał od dziecka w głowie kobiety, ale co miał poradzić. Nie rozmawiał z nią gdy to nie było potrzebne. Pierwszy dzień ich wyjazdu sprawił, że Luhan został w mieszkaniu z bijącymi się myślami. Nie chciał tego mówić Sooyoung, ale nie chciał jej okłamywać. Drugiego szkoły, Luhan znów ubrał się na czarno wychodząc z domu. Obiecał sobie, że będzie ją unikać przez jakiś czas. Nie chciał być uważany przez nią jako dziwka, który myśli, że może przeczytać co siedzi w umyśle każdej napotkanej osoby.
- Luhan! – już przy wejściu usłyszał jej delikatny głos, ale nie zatrzymał się. Wręcz przyspieszył kroku, znikając za pierwszym skrętem w prawo. Nie chciał jej okłamywać, a spoglądając na nią, wiedział dobrze, że nie potrafiłby tego czynić. Gdy wracał do domu każdego dnia, samotność przestała mu przeszkadzać. Luhan był do tego przyzwyczajony. Dni kolejne mijały podobnie. Chłopak unikał Sooyoung, wpierając sobie że tak będzie po prostu lepiej. Stojąc przed lustrem, westchnął cicho.
- Jesteś potworem – mruknął Luhan. Jednak w lustrze zobaczył jeszcze jedną sylwetkę w ciemnym płaszczu, a jedyne co można było zauważyć to ironiczny uśmiech. Luhan odwrócił się szybko, ale nikogo nie zauważył, oprócz bałaganu na swoim łóżku. Co to miało być? Poklepał się po swoich policzkach, próbując się obudzić. Wpierał sobie, że ma jedunie zwidy. Nikogo tam nie było, a on sam spał zbyt mało i to dlatego. To był piątek. Miał nadzieję, że dziewczyna odpuściła sobie chodzenie za nim i wypytywanie. Nigdzie jej nie widział. Mimo, że sam ją unikał jego serce zaczęło walić swoim rytmem tęskniąc za nią. Na długiej przerwie, chłopak znalazł się na dachu, wsłuchując się w muzykę która wypływała z jego słuchawek. Westchnął cicho, żałując tym kim był. To jednak nie trwało zbyt długo. Poczuł jak ktoś wyciąga mu słuchawkę z jednego ucha, mówiąc:
- Musimy porozmawiać, Luhan – chłopak wyłączył swojego ipoda, zerkając w stronę dziewczyny, która kucała naprzeciwko niego. Jej oczy wydawały się być puste, nie takie jak kiedyś.
- Unikasz mnie.
- Nie prawda. Po prostu mogłem cię nie zauważyć
- To dlaczego gdy cię wołam za każdym razem, przyśpieszasz korku? – bigno! Z tego Luhan nie mógł się już wywinąć. Westchnął cicho spuszczając głowę w dół. Nie wiedział jak ma to zrobić. Musiał jej o wszystkim powiedzieć, ale czuł się na tyle z tym wszystkim źle, że wolał zachować to dla siebie. Po chwili jednak poczuł, że ktoś łapie go za podbródek, składając na jego ustach motyli pocałunek. Chłopak nieco zdezorientowany, spoglądał szybko mrugając. Po chwili jednak oddał pocałunek. To było jego pierwszy raz, który zapamięta bardzo dobrze.
- Kocham Cię oppa. Wiem, że o może krótki czas, ale nie chcę się z tobą kłócić. Chcę Cię mieć przy sobie. Nie unikaj mnie – powiedziała cicho spoglądając w oczy chłopaka. Luhan nie wiedział co miał zrobić. Po chwili jednak zdecydował się, że postara się i zrobi to co mu serce podpowiada.
- Musimy chyba porozmawiać… Ja.. Muszę coś Ci powiedzieć – Luhan spoglądał na nią. Wiedział, że musi wyjawić jej całą prawdę. Jednak czy to będzie w porządku jeżeli ucieknie? To pytanie katowało go najbardziej.
- Sooyoung, ja…

...ciąg dalszy nastąpi.