Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sehun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sehun. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Love forever

Tytuł:  Love forever
Data napisania: 15 sierpnia 2013
Zespół: EXO
Typ: Angst,Smut
Parring: Sehun x Kris
Ilość słów: 1  949

Notka autora: Cóż opowiadanie, które może być nieco... No nieco odmienne, ale słuchając jednej, polskiej piosenki naszło mnie by spróbować i napisać takie coś. Mam nadzieje, że nie zostanę mocno oceniona za te chore myśli (haha) Nie no żartuję, liczę po prostu na szczerość od Was. Co do zamówień muszę się wstrzymać póki co z pisaniem. Zbliża się rok szkolny, a od sierpnia i tak mam już zajęcia dodatkowe [witaj klaso maturalna] nie zawieszam bloga, ale notki nie będą pojawiać się codziennie, ale postaram się coś wykombinować. Będę pisać zamówienia, które mam nadzieję skończyć do tego roku 2013. A teraz zapraszam na wytwór chorej wyobraźni. 





Sometimes love, feels like pain, and sometimes I wonder if it's all the same, sometimes life, feels just like rain, cause you never know, when it's gonna
fall down on you

Miłość często ma różne maski. Czasem jest ona szczęśliwa, gdzie ludzie są ze oba od kilku dobrych lat, poświęcając dla siebie swoje całe życie. Czasem przypomina koszmarną scenę z kiepskiego filmu, który próbują przygotować widza na to, że któryś z bohaterów popełni zbrodnie doskonałą na swoim kochanku, którego tak naprawdę nie darzył wielką miłością. Czasem to boli, ale życie naprawdę bywa trudne. Bycie zakochanym i stracenie kogoś boli. Posiadanie nieodwzajemnionej miłości jest  najgorszym bólem jaki może przeżyć człowiek w swoim życiu, gdzie każdego dnia odrywa inną rolę. Raz jest się kochankiem, a raz zwykłą prostytutką, którą życie oszukało. Dziwne porównania, ale bywają gorsze. W każdym drzemie mała cząstka psychopaty. A co jeżeli miłość lub nienawiść zmusza nas do ostateczności? Czy to naprawdę jest możliwe?

I wanna live life, never be cruel,
I wanna live life, and be good to you.

Ich życie wyglądało całkiem normalnie. Nikt nie spodziewał się, że ich uczucie do siebie może szybko wygasnąć. Byli też tacy, którzy wierzyli, że będą ze sobą na dobre i na złe co było całkiem prawdopodobne. Gdy byli jeszcze ze sobą za czasów ery EXO, wszyscy kibicowali im pomimo, że każdy z ich fanów dopasowywał ich do innych członków zespołu, ale życie potrafi oszukać. Coś co wydaję się oczywiste, może być jedynie zwykłym złudzeniem. 
- Hyung, wyjdziemy gdzieś? – blondyn zaczął skradać się do chłopaka tuląc się do niego, jednak drugi wydawał się być tym nie za bardzo wzruszony. Sehun już jakiś czas temu zastanawiał się czy to możliwe aby między nimi coś się psuło. Odkąd pamiętał brał ich za dwójkę kochanków, którzy nigdy się nie rozstaną, ale takie mogły być marzenia na przyszłość młodego chłopaka, które życie dopiero powoli nabiera swoich prawdziwych barw. Nigdy nie został odrzucony. Nigdy go nie uderzył, ale w tym momencie wydawało mu się, że odkąd zespół przestał istnieć, ich miłość powoli gasła. Każdego razu gdy widział Kris’a, który nie raz wracał do domu pijany, chciał zamknąć się samotnie w kącie, po prostu płacząc jednak wierzył, ze ten okres minie. Mijał dzień, tydzień, nawet miesiąc – codzienność za każdym razem była taka sama.
- Sehun-ah, nie mogę teraz. Nie mam na to czasu. Zresztą jestem umówiony wieczorem. Możemy to przenieść na inny dzień? – i tak było za każdym razem. Nie raz wydawało mu się, że Kris już go nie kocha i on sam znalazł sobie kogoś na boku. Nie odnosił się do niego już z taką miłością jak kiedyś, a nawet wręcz przeciwnie. Mimo wszystko nigdy go nie uderzył. Jednak ta czułość, którą niekiedy ją stosował, gdzieś zniknęła. Tamtego dnia wszystko wydawało się wrócić do normy. Sehun specjalnie przygotował dla chłopaka kolację na której mieli świętować swoją kolejną rocznicę. Rocznicę swojej pierwszej i jedynej miłość. Młodszy poprosił swojego przyjaciela aby pomógł mu w przygotowaniu kolacji, która miała być płomykiem ich miłości, rozpalanej po mimo upływu lat od nowa. Wierzył, że Kris nie zapomni o tym ważnym dniu. Sehun siedział uśmiechnięty w kuchni spoglądając na płomień świecy. Chłopak powinien dawno wrócić do domu jednak mijały sekundy, minuty, a jego nie było. Sehun zaczął się bać o starszego dlatego wybrał numer jego telefonu, ale jedyne co mu odpowiedziało w tamtym czasie to sekretarka. Krążył po mieszkaniu siadając na kanapie w salonie, gdzie znalazł na oparciu koszulę starszego. Przytulił ja mocno do siebie, czując jego zapach. Wracał wspomnieniami do ich pierwszych dni miłości gdy nikomu jeszcze o tym nie mówili. Tak bardzo chciał do tego wrócić, że po jego delikatnych, białych policzkach popłynęły drobne łzy. Wybiła północy, a Kris nadal był poza domem nie dając znaku życia o sobie. Sehun odłożył zapłakany koszulę na bok, idąc do kuchni aby zgasić płomień świecy. W tym momencie usłyszał huk zamykanych drzwi. Zerknął tylko w jego stronę, gdy Kris znalazł się w kuchni nieco się chwiejąc…. Po raz kolejny.
- Kris hyung… obiecałeś… - powiedział cicho roniąc kolejne łzy. Mimo wszystko podszedł do niego mocno się przytulając. Zaczął łkać jak małe dziecko. Kris jednak nie objął go. Nie powiedział jak kiedyś, że go kocha. Sehun zerknął na niego zapłakanym wzorkiem, a ten tylko uśmiechnął się w taki sposób, że na twarzy chłopaka pojawił się drobny strach.
- Kris… - powiedział cicho wycofując się do tyłu napotykając opór ze strony ściany. Chciał uciekać. Tak, właśnie po raz pierwszy chciał uciec od osoby, którą kochał. Kris z tym swoim uśmieszkiem podszedł do Sehun’a chwytając go mocno za włosy, odchylając jego głowę na bok, wąchając jego szyję, po czym pocałował go gwałtownie. Chłopak czuł alkohol. Brzydził się go w tej chwili. To nie był ten sam Kris, którego on pokochał. To był ktoś obcy. Ktoś kto teraz chciał go skrzywdzić.
- Przecież mnie pragniesz, Sehun-ah – warknął w jego kierunku po czym roześmiał się swoim donośnym głosem. Zerknął w jego oczy uderzając go mocno w twarz powodując, że upadł na ziemię, czując rozciętą wargę przez uderzenie. Spoglądał na niego ze strachem, próbując się wycofać leżąc na ziemi, jednak jego marzenie było zbyteczne. Nie mógł się uratować. Pijany Kris był od niego silniejszy. Starszy podszedł do niego kucając obok niego ze swoim chorym uśmiechem.
- Jesteś zwykła ,męską kurwą. Jesteś mi potrzebny tylko do jednego – roześmiał się głośno, zerkając na chłopaka – Na kolana! – krzyknął do niego, a gdy ten nie zareagował, ponownie chwycił go za garstkę włosów pomagając mu w wykonaniu jego polecenia. Sehun spoglądał z tym samy strachem co kilka minut temu, nie wierzył, że ten którego kocha, jest w stanie posunąć się do takiego czegoś. Kriś po chwili nieco chwiejnie ściągnął z siebie spodnie razem ze bielizną.
- Do buzi!  - warknął. Młodszy bał się, że gdy tego nie zrobi, chłopak znów go uderzy. Posłusznie jak pies, który wykonuje polecenia swojego pana, objął swoimi wargami jego przyrodzenie, ssąc i drażniąc go językiem. Gdy Kris nałożył swoje dłonie na jego głowę, poczuł wstręt gdy ten mocniej wbijał się swoim członkiem w jego gardło. Jego słone łzy wypłynęły na powierzchnię. Zaczął kaszleć ponieważ zaczynało mu się od tego wszystkiego robić po prostu niedobrze. Widząc to starszy wysunął się z jego ust uderzając go po raz kolejny.
- Dziwki nie płaczą. One kosztują – zaśmiał się pomagając mu wstać, a gdy to zrobił wziął go na swoje dłonie niosąc go do sypialni nieco chwiejnym krokiem. Dla młodszego było to piekłem. Rzucił go na łóżko, wskakując na niego, zrywając z niego koszulę, słysząc tylko jak guziki upadają na podłogę.
- Kris, proszę cie, nie.. – załkał bezradnie. Nie chciał tego. Nie chciałby robił to w jego stanie jednak ten nie zamierzał skończyć na tym co było kilka minut temu. Chwycił go za gardło lekko podduszając po czym gdy go puścił uderzył go po raz kolejny w policzek. Sehun powoli nie miał siły, a zmniejszenie dopływu tlenu wcale mu nie pomogło. Nigdy nie zaznał co to znaczy żyć w piekle, ale teraz dobrze to widział. To było piekło. Spoglądając z bólem na Kris’a, chłopak powoli nie czuł nic. Starszy bez uprzedzenia ściągnął z niego spodnie wraz z bielizną wchodząc w niego bardzo szybko. Sehun pierwszy raz poczuł tak intensywny ból, jakby rozrywało go od samego środka. Modlił się o szybki koniec jednak widząc zachowanie starszego nie zamierzał na tym poprzestać. Kris nabijał się na niego z taką intensywnością, że za każdym razem trafiał w jego czuły punkt. Chłopak jednak nie mógł się zrelaksować jak to było przy każdym ich wspólnym stosunku. Bał się i łkał. Jego ukochany, z którym przeżył tyle czasu, pierwszy raz dopuścił się czynu gwałtu na nim.
- Wymawiaj moje imię gdy będziesz konać. Jesteś tylko pomiotem w mojej dłoni. Nigdy cię nie kochałem. Jesteś ciasny, nie podoba mi się to – warknął, chwytając jego szyję zerkając na niego z każdym kolejnym pchnięciem. Jego słowa raniły go tak bardzo, że pragnął teraz zginąć. Kris był kimś kogo on sam nie poznawał. Gdzie podziała się jego stare oblicze. Kolejne uderzenie.
- Nie mów, że mnie kochasz dziwko – warknął. Pierwszy raz słyszał od niego takie wulgarne słowa. W głowie błagał boga by zabrał go stad. Gdy starszy doszedł w nim uderzył go dwa razy, ściskając jego przyrodzenie tak mocno, że Sehun pisnął z bólu. Czuł się wykorzystany. Czuł się zgwałcony. I to przez kogo? Przez kogoś kogo kochał. Gdy wyszedł z niego rzucając się na łóżko obok chłopak czuł, że traci oddech. Kris po chwili poszedł do kuchni po kolejne piwo, a Sehun wykorzystując tą chwilę wygrzebał z szafki tabletki połykając drobną garść nich, łkając jak małe dziecko.
- Proszę niech to się skończy…. – załkał po czym zobaczył, że Kris znów wrócił do pokoju z kolejną butelką piwa, którą odłożył na szafkę.
- Za mało dostałeś? Chyba jesteś nadal mi nie posłuszny – zaśmiał się znów kładąc się na niego po czym wszedł w niego po raz kolejny. Sehun czuł się coraz bardziej słabszy. Chłopak co chwilę go podduszał, a działanie tabletek powoli dawało się mu we znaki. Kris nie widział, że pieprzy się z trupem. Sehun w połowie zmarł przez przedawkowanie i kolejne uderzenia starszego. Nie wierzył, że umrze. Traktował go teraz jak lalkę do zabawy. Gdy Kris z powodu alkoholu i zmęczenia spadł na łóżko obok chłopaka, po prostu zasnął. Następnego dnia obudził go budzik. Kris podniósł się leniwie czując potworny ból głowy. Nie powinien był tyle pić. Pewnie Sehun był na niego zły. Odwrócił się leniwie na bok dostrzegając go obok siebie. Uśmiechnął się delikatnie mówiąc.
- Sehun-ah, spędźmy ten dzień razem. Przepraszam, że wczoraj tak wyszło – mruknął łapiąc go za dłoń, która była zimna. Nie rozumiał tego. Podniósł się delikatnie z łóżka zerkając na niego. Chłopak wyglądał… Miał rany na policzku i krople krwi obok jego poduszki… na całej pościeli.
- Sehun-ah… - powtórzył cicho podnosząc się z łóżka ignorując jego ból głowy. Odsunął się pod ścianę przypominając sobie powoli co zrobił. On nie żył. Nie żył przez niego.
- Sehun-ah!  - krzyknął padając na kolana płacząc jak małe dziecko – Sehun-ah… - załkał cicho. Po chwili podszedł do niego mocno go do siebie tuląc, jego martwe ciało ciągle powtarzając jego imię. Nie wierzył, że to zrobił. Nie chciał go zabić. Kochał go, ale sytuacja w jego domu go wykończyła. Nie chciał go tym ranić, ale tym samym go zabił. Uważał się a potwora.
- Sehun-ah, nie zostawiaj mnie samego – zapłakał trzymając go w objęciach kiwając się raz do przodu raz do tyłu. Nie chciał go stracić. Jednak było za późno. Jego martwe ciało spoczywało na łóżku na którym każdego dnia chłopak budził go z uśmiechem na twarzy. Po chwili przez łzy chłopak przebrał go w garnitur spoglądając na jego twarz. Wybrał numer do Tao mówiąc:
- Za… zabiłem go. Nie chciałem go zabić. Przepraszam. Jestem potworem.
- Kris? Czemu płaczesz? Co ty mówisz? – zapytał zdenerwowany chłopak jednak starszy nic więcej nie dopowiedział tylko rozłączył się. Po chwili sam ułożył się obok chłopaka popijając resztę leków nasennych wódką, która starła w barku. Powoli i on zasnął odchodząc w stronę niebios gdzie znajdywał się Sehun. Nie chciał go zostawić. To była jego wina. Powinien umrzeć jak on. Nie chciał żyć wiedząc o swojej zbrodni na ukochanym. Skrzywdził go. Zabił go. Co mógł więcej powiedzieć. Bał się kary? To była ucieczka. Kilka godzin później Tao wraz z Suho wtargnęli do mieszkania, ale na to było za późno. Martwe ciała chłopaków leżały obok siebie nic nie mówiąc. Wyglądali jakby spali, ale odeszli do innej krainy. Ich bliscy cierpieli, ale co innego mogli zaradzić na ratunek było za późno. Nikt nie widział. Nikt się nie wtrącał, a może właśnie to było przyczyną tej katastrofy. Teraz oboje tańczą gdzieś nad ziemią, pilnując swoich bliskich przed podobną katastrofą. Może tym razem komuś uda się zmienić świat czego nie udało się im za życia. 

środa, 24 lipca 2013

Requiem


Tytuł:  Requiem
Data napisania: 24 lipca 2013
Zespół: EXO
Typ: Angst
Parring: brak
Ilość słów: 731
Notka autora: Pierwszy raz mogę szczerze powiedzieć, że powrót na stare śmieci dobrze mi zrobił. Mam coraz więcej pomysłów do zrealizowania więc zaczyna pisać to co mi siedzi w głowie. Ta krótka forma to efekt pewnego filmiku, który zapadł mi w pamięci. Co do opowiadania, które trwa zdecydowałam się na ile będzie części by bez przesady nie opisywać wszystkich czynności życiowych. Co do pierwszej części... w drugiej postaram się was zaskoczyć i być może sprawić, że spróbujecie rozwikłać problemy bohaterów. Póki co, zapraszam do czytania. 





To były minuty. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Nikt nie wiedział, że zwykłe problemy przestaną być takie proste jak kiedyś. Dla niego były zmorą dnia codziennego. Nikt nie wiedział, że ten chłopak jest w stanie posunąć się do najgorszego. Nikt nie spodziewał się, że ten zawsze uśmiechnięty chłopiec przestanie być tym, kim każdy go znał, a zacznie być wspomnieniem. Grupa ludzi nadal nie mogła uwierzyć w to co się wydarzyło. Spoglądając na jeden, głupi list,  nikt nie zdawał sobie sprawy, że teraz zmieni on życie każdego z nich. Jedenastka ludzi nie potrafiła słuchać, a teraz pozostał ten skrawek papieru zapisanego przez ich najmłodszego przyjaciela. Każdy z nich zdawał sobie sprawę z tego, że właśnie teraz rozpadło się to, co uważali, że nigdy nie zagaśnie. Ale bez niego to już nie było to samo. Każdy pamiętał jego uśmiechniętą twarz, która niczego nie zdradzała. Żadnego bólu. Żadnej, głupiej troski, a jednak – stało się. Żadne z nich nie odezwało się ani na moment. Siedząc obok siebie każdy spoglądał na białą kartę zapisane czarnym długopisem. To był list. List pożegnalny od bliskiej osoby, która zniknęła z ich życia – Sehun’a.

Jeżeli to czytacie, pewnie już od jakiegoś czasu nie ma mnie razem z Wami. Nie chodzi mi o wyjazdy do rodziny. Odszedłem drogą,  z której nie mogę już zawrócić. Nie chcę byście czuli się winni za to wszystko. Mimo, że wasze słowa nie raz mnie raniły, wiele mnie nauczyły – nie ufaj wszystkim bo ten ktoś może wbić nóż w wasze małe, nieco rozbite serce. Kochałem Was jak rodzinę i obiecuję się troszczyć o Was każdego dnia. Mimo, że nie ma mnie z Wami ciałem, zawsze będę z Wami duchem. Pamiętacie gdy mówiłem Wam, że jesteście moją drugą rodziną? To nie była prawda. Od zawsze byliście to pierwszą mimo, że nie znaliśmy się od narodzin. Tylko Wy we mnie wierzyliście. Tylko Wy zawsze podawaliście mi swoją dłoń, gdy moje serce zaczęło boleć, a ja nie mogłem podnieść się sam. Odkąd mój ojciec odszedł, nie czułem nigdy takiej troski. Moja matka nie była człowiekiem. Była potworem. Za każdym razem gdy kazaliście mi wrócić na święta do domu, czułem że wysyłacie mnie do piekła. Tym razem i ja nie mogłem spoglądać na swoją matkę, która wiecznie piła, znęcając się nade mną psychicznie. Nigdy nie usłyszałem, że mnie kocha. Nigdy nie potrafiłem jej zrozumieć. Zawsze Wam zazdrościłem, że macie tak dobrych opiekunów. Za każdym razem, okłamywałem Was, że wszystko w porządku, a ja świetnie się bawiłem. Sztuczny uśmiech zawsze boli. Mnie bolało wszystko na myśl o swoim dalszym życiu. Moje plany zostały zrujnowane. Nienawidziłem się z Wami kłócić, zdając sobie sprawę, jaki tak naprawdę mam charakter. Chciałbym powiedzieć, że żałuję tego co zrobiłem, ale tak nie będzie. Każdy człowiek traci siły do życia. Tą osobą stałem się ja. Stałem się wrakiem człowieka, który sam nie potrafił podjąć decyzji. Chciałem wam podziękować za wspólnie spędzone chwile. Niektóre były naprawdę gorzkie. One naprawdę mnie bolały. Suho hyung, zawsze byłeś dobrym liderem. Kai, wierzę że już na zawsze będziesz najlepszym tancerzem. Luhan hyung dziękuję ci za wspólnie spędzony czas. Kris hyung, ja… naprawdę Cię kochałem, ale moja dusza rozpadała się na kawałki widząc jak bardzo kochasz kogoś innego, jednak moje serce zawsze było przy Tobie. Dziękuję Ci za każdy spędzony dzień. To było coś, o czym nigdy nie zapomnę. Oraz cała reszto, mam nadzieję, że mimo tego co zrobiłem, zapamiętacie mnie jako uśmiechniętego dzieciaka, który lubił Wam doskwierać, ale nadal traktowaliście go jak bliską osobę. Zawsze będę z Wami. Nie ukazujcie swoich słabości jak uczyniłem to ja pewnego, chłodnego wieczoru. Kiedyś się spotkamy, ale teraz była moja pora. Ktoś mnie wezwał by ktoś mógł żyć.
Kocham was.
Sehun.



Wszyscy czytając ten list po chwili zapadli w grobową ciszę. Nadal nie mogli sobie uświadomić, że ich przyjaciel odszedł. Tak po prostu. Suho płakał za każdym razem słysząc jego imię, Kai oraz Lay nie potrafił iść na salę na której obydwoje uczyli się nowej choreografii. Luhan cały czas przytulał do siebie koszulkę chłopaka, a Kris? On znikał na całe dnie, a wracając czuć było od niego alkohol, a tym samym nie chciał z nikim rozmawiać. Cały zespół uległ zmianie. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że to wszystko pryśnie jak mydlana bańka. Chcieli zapomnieć, ale nie potrafili sobie z tym poradzić. Pewnego dnia, gdy wszyscy spotkali się w salonie, nie odzywając się ni słowem,  Luhan powiedział:
- Skoro wciąż jesteś wśród nas, dlaczego nie uleczysz naszych serc? 




środa, 10 lipca 2013

...you are my first love.

Dobra w takim razie jak mówiłam tak dodaję pierwsze, krótkie opowiadanie, nie dzielone na części. Mam nadzieję, że większości się spodoba fabuła i nie będzie zbyt dużo błędów ponieważ aktualnie padam na twarz i nie widzę... nic.



• Tytuł: "...you are my first love."
• Data napisania: 10 lipca 2013
 • Zespół: EXO
• Typ: shounen-ai
• Parring: Sehun x Baekhyun 

_________________________________________________

Żadne z nich nie liczyło czasu spędzonego wspólnie. Odkąd każde z nich pamiętało, byli zawsze przy sobie – ramię w ramię, oko w oko, od czasu do czasy rywalizując ze sobą dla zabawy chociaż nie do końca było tak od samego początku. Początki w zespole dla każdego były trudne. Każdy miał swoje, przydzielone miejsce do drużyny i nie mógł go opuścić, dbając o nie i pielęgnując je niemalże całą, swoją osobą, poświęcając na to swoją siłę i energię, której i tak często nie mieli po nie przespanych nocach. Od samego początku między Baekhyun, a Sehun’em było trochę zgrzytów, po prawdzie o same błahostki. A to o zużyty papier, a to mokry ręcznik, który był własnością drugiego. Przez ich wspólne kłótnie, reszta członków nie raz miała ich dosyć, dlatego często nocami woleli siedzieć z drugim zespołem, piętro niżej niż spędzić czas na wysłuchiwaniu trzaskania drzwiami oraz wrzasku o totalne brednie.  Pewnego dnia Sehun pomylił swoją koszulkę z t-shirtem Baekhyun’a. Wybuchła wojna po raz kolejny w mieszkaniu.
- Ty kretynie! Czy Ty nie widzisz, że to moja koszulka? Masz swoje łapy wiec chyba prać umiesz. Jesteś aż takim gówniarzem, że wszyscy mają robić wszystko za Ciebie?! – chłopak był tym razem naprawdę poddenerwowany. Nie wiedział co mówi, a tylko z tego powodu, że dzień wcześniej, pokłócił się ze swoją najlepszą przyjaciółką, dlatego siedziało w nim coraz to więcej negatywnych emocji, którym chciał po prostu dać upust i niestety padło na najmłodszego z zespołu, z którym zazwyczaj się spierał.
- Wszyscy o ciebie dbają jak o dziecko, które nic nie potrafi. Ile ty masz lat? Wiek przedszkolny czy jesteś dorosły? Do cholery odpowiedz bo ja nie wiem! Po prawdzie nikt cię tutaj nie potrzebuję. Kai jest dobrym tancerzem, nawet lepszym od ciebie, a śpiewasz tyle co nic. Nikt nawet nie zauważy twojego odejścia. – i to było chyba to, co najbardziej przemówiło do głowy Sehun’a w tamtym czasie. Mimo, że jego grobowa mina była niemal przerażająca, a członkowie nawet nie zaprzeczyli słowom starszego kolegi z zespołu, Sehun zdjął z siebie koszulkę, ciskając ją wprost w dłonie chłopaka. Sam udał się szybko do swojego pokoju, czując że większość emocji wcześniej nagromadzonych, miały wyjść na światło dzienne. Chłopak nie wiedział do końca co robi, w końcu wszystkie rzeczy robił pod wpływem emocji. Zapakował swoje ubrania do starej walizki, ubierając na siebie tym razem już swoją bluzę, wychodząc do przedpokoju gdzie zaczął ubierać buty na swoje stopy.
- Zwariowałeś? Nie możesz wyjechać. Nie możesz nas zostawić przez głupią sprzeczkę. Zawsze się kłóciliście. Ba, nie tylko wy się kłócicie! – Suho próbował przekonać młodszego,jednak teraz jedynie czego oczekiwał to to, że będzie z dala od chłopak o imieniu Baekhyun. Sehun nawet nie odpowiedział na słowa chłopaka tylko prostu ruszył przed siebie, ani na moment zatrzymując się w celu zawahania.

•••

W domu nikt nie odezwał się ani słowem. Wszyscy siedzieli w milczeniu, rozmyślając nad tym co miało miejsce kilka minut temu. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu akcji. Zazwyczaj wszystko wydawało się szybko wracać do dziennego porządku, jednak tym razem wszystko przybrało nieco ciemniejsze barwy niż ostatnim razem. Suho w końcu nie wytrzymał i zaczął swoją ojcowską przemowę do Baekhyun’a.
- Zawsze się kłócicie. Każdy ma już tego dosyć. Czy nie mogłeś tego normalnie mu powiedzieć tylko wyskoczyć ze swoimi wyzwiskami, które naprawdę nie pochodzą z twojej świadomości?
- Nie wiesz co czuję do niego hyung. Działa mi na nerwy od początku tej znajomości. Gdybym mógł, szybko odprawiłbym go z kwitkiem. Nie wiem dlaczego…
- Przestań pieprzyć, Baekhyun! – przerwał Chanyeol, który nigdy nie byłby posądzony o tego typu słowa. Jednak spoglądając na niego, sam czuł się źle z tym co miało miejsce kilka minut temu – Tak na niego narzekasz, ale to on mimo wszystko zawsze stawał w twojej obronie. Zachowujesz się jakbyś wziął całą paczkę tabletek na pamięć, które miały skutek uboczny.
Baekhyun zerknął na niego morderczym wzorkiem. Nienawidził gdy ktoś tak do niego mówił. Bez powiedzenia nawet słowa, wyszedł z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Nie chciał z nikim obecnie rozmawiać chyba, że z dobrym psychologiem. Pieprzyć! Każdy dobrze wiedział w tym społeczeństwie, że ten zawód to tylko trzepanie kasy od biednych ludzi, a zero pomocy. Zresztą, chłopakowi przyda się chwila samotności by mógł nieco rozprawić się ze swoimi myślami. Chłopaki mieli rację co do tego wszystkiego. Zdawał sobie dobrze sprawę z tego, że to Sehun ratował go z każdej opresji , ale on był na tyle zamroczony, że nie widział tego iż młodszy chcę z nim zażegnać konflikt. Zawsze był anty do chłopaka i jak widać na tyle ślepy, że nie widział tego, że Sehun chcę żyć z nim w zgodzie mimo tego, że w tym wszystkim to właśnie Baekhyun był winny. Za szybą rozpadał się deszcz, a nie opodal nich można było usłyszeć jedynie głośne odgłosy burzy. Sehun bał się jej, dobrze o tym wiedział gdy sprawdzając pokoje, zastał go skulonego pod swoją kołdrą. Jednak jego ego nie pozwoliło mu pomóc młodszemu i po prostu zamknął za nim drzwi, spokojnie zasypiając w swoim łóżku.
- Cholera jasna! – mruknął chłopak gdy znów zagrzmiało. Zerwał się niemal na równe nogi, zabierając swoją bluzę z krzesła kierując się w stronę wyjścia. Przy drzwiach usłyszał jedynie pytanie ze strony lidera:
- Gdzie ty idziesz w taką pogodę? – jednak nie odzyskał on odpowiedzi ponieważ Baekhyun był już dawno za drzwiami ich mieszkanie. Jego celem na teraz było odnaleźć chłopaka, odnaleźć Sehun’a.

•••

Sehun nie miał gdzie się podziać. Ostatni autobus uciekł mu kilka minut temu, a jego rodzina mieszkała zbyt daleko by teraz móc przyjechać po niego. Zresztą, jego ojciec wyjechał z delegacją zabierając ze sobą swój samochód przez co jego matka i tak nie miałaby szansy go odebrać, dlatego ten autobus był ostatnią szansą by móc trafić do rodzinnego domu. Gdy zaczął padać deszcz, chłopak schował się pod dach przystanku czując, że robi się coraz chłodniej, a jego bluza nie dawała mu zbyt dużej możliwości ogrzania. Gdy usłyszał odgłos burzy, przykucnął szybko chowając swoje uszy w dłoniach. Nie był osobą chorą, której by to przeszkadzało, ale Sehun od małego bał się po prostu burzy. Za każdym razem tulił się do wypchanego królika, otrzymanego od swojego lidera, jednak w akcie złości, pozostawił go w mieszkaniu, u chłopaków. Sehun słysząc burze, która była coraz bliżej pisnął cicho, nie podnosząc się na równe nogi. Czuł również pojedyncze łzy na swoim  policzku, które wydawały się zataczać drogę ku chodnikowi. Gdy ktoś nałożył mu coś na ramiona, zerknął do tyłu swoimi zapłakanymi oczami.
- Hyung? – zdziwił się bardzo widząc chłopaka, który przyszedł po niego nakładając na siebie swoją bluzę, uśmiechając się do niego promiennie. Nigdy taki nie był w stosunku do jego osoby. Zazwyczaj wrzeszczał na niego jak oszalały, nie zwracając uwagi na jego uczucia. A teraz? Teraz stał uśmiechnięty od ucha do ucha, jakby nigdy nic się nie stało. Sam przykucnął przy jego osobie, która obecnie wyglądała jak mazgające się dziecko z powodu burzy.
- Wracajmy do domu Sehun-ah – po chwili podniósł się, chwytając w jedną dłoń walizkę młodszego, a z drugą rękę Sehun’a. Teraz wszystko miało być inne.

•••

Kilka tygodni później, reszta zespołu o mało nie udławiła się z zaskoczenia widząc jak tym razem Baekhyun zaczyna troszczyć się o chłopaka. Wcześniej między nimi nie było niczego innego, oprócz jednostronnej nienawiści, a teraz osoba, która była powodem kłótni, troszczyła się o maknae jak jego własna matka. Wieczorami Baekhyun zastanawiał się nad wszystkim. Z biegiem czasu wydawało mu się, że jego serce zajmuję jego wcześniejszy wróg – Sehun. Nigdy nie podejrzewał tego u siebie, ale to wszystko by się zgadzało. Chęć ochrony chłopaka, te cholerne motylki w brzuchu za każdym razem. Tamtego dnia były urodziny makane gdzie wszyscy składali mu życzenia, przytulając go mocno do siebie. Gdy przyszła  chwila na Baekhyun’a, czując ciepło młodszego, przez jego ciało przeszedł miły dreszcz. Bardzo szybko się odsunął czując się nieco zażenowany sytuacją, ale mimo tego nikt nie zauważył tego. Wszyscy radowali się w swoim gronie. Każdego wieczoru zastanawiał się nad tym wszystkim. Z czasem razem z Tao zaczęli czytać fanficki wymyślone przez ich fanów jednak czytając tak zwane yaoi, przez jego ciało znów przeszła ta dziwna fala dreszczy.
- Myślisz, że taka miłość może istnieć? – Baekhyun nawet nie zauważył, że pyta o to najmłodszego z EXO M. Gdy zdał sobie sprawę rzucił jedynie krótkie – „zapomnij” i tyle było z tego tematu. Gdyby wszyscy mieli brać wszystko dosłownie, pełno byłoby tu ludzi o chorym i spaczonych myślach.  Sehun pewnego dnia źle się czuł i ktoś musiał się nim zająć.
- Baekhyun się nim zajmie. Ostatnio dobrze się z nim dogaduje. Dajmy mu szansę nadrobienia czasu z młodym – zaśmiał się lider  zabierając resztą ekipy do busa, który miał zabrać ich pod mały klub. Mijały godziny, a Baekhyun zaszedł do pokoju makane jedynie z dwa razy, ale ten na jego szczęście spał. Ostatnim razem gdy zawitał do jego pokoju, jego koszulka była nieco podwinięta do góry, a jego myśli zaczęły błądzić nie w tą stronę co potrzeba. Baekhyun zamknął się w swoim pokoju czytając książkę. Po jakimś czasie usłyszał otwieranie drzwi i drobny głos Sehun’a.
- Hyung, boję się sam spać – mruknął nieco niezadowolony. Straszy przełknął głośno ślinę przypominając swoje poprzednie myśli, które dla normalnego człowieka mogłoby być nieco dziwne. Jednak nie protestował. Stwierdził, że chce mieć go blisko siebie dlatego odsłonił swoja kołdrę, zapraszając go do siebie. Czując ponownie jego ciepło, jego ciało przeszedł miły dreszcz. Opatulił go kołdrą licząc, ze zaraz zaśnie  przymykając oczy, jednak zamiast tego poczuł na swoich ustach rozgrzane wargi młodszego. Przez kilak sekund, Baekhyun spoglądał na niego, szeroko otwartymi oczami nie wiedząc co ma powiedzieć. Gdy Sehun odsunął się od niego, widział nawet w ciemności, ze jego poliki przybrały barwę dorodnych pomidorów jednak nie zamierzał tego komentować.
- Ja…Ja… - Sehun wyglądał na zażenowanego całą tą sytuacją. Zaczął się jąkać i mrugać swoimi powiekami. Chciał uciec, jednak Baekhyun nie pozwolił mu na to. Złapał go w pasie, tym razem jako pierwszy składając pocałunek na wargach młodszego członka zespołu. Po chwili czując, że Sehun mu uległ, mruknął cicho pogłębiając pocałunek. Jego wnętrze wydawało się wariować jednak odsuwając od niego swoją twarz odgarnął kosmyk z jego czoła, delikatnie się uśmiechając.
- Kocham cię, Sehun-ah – młodszy widać był zadowolony z tego obrotu sprawy. Po chwili przyciągnął chłopaka bliżej siebie, składając na jego wargach namiętny pocałunek, jednak oprócz miłosnych gestów, między nimi nie doszło do niczego poważnego. Ale skoro oboje się kochali to po co tak gonić.


•••
Mijały tygodnie, a ich dwójka wydawała się stać osobami, które nie potrafią bez siebie żyć. Z początku dla reszty zespołu nie było to na tyle pojęte jednak z czasem zaczęli się do tego przyzwyczajać. Miłość to miłość i raczej nikt nie jest w stanie temu zapobiec. Można kochać każdego bo… miłość nie wybiera. Nikt oprócz zespołu, nie wiedział o związku dwójki chłopaków. To wszystko miało istnieć jedynie w wyobraźni fanek, które były spragnione miłości miedzy swoimi idolami, jednak czy byłaby ta miłość akceptowana gdyby ich wszystkie fantazje stały się rzeczywistością? Pewnie wszystkie mówiłby, że miłość to miłość, ale pewnie znaczna ich połowa straciłaby swoje marzenia co do małego ogródku gdzie żyję jednym ze swoich ulubieńców z zespołu. Wszyscy zdążyli do tego przywyknąć, ale nigdy nie wiadomo jak toby było z fanami. Większość EXO żartowała sobie z nich nazywają ich matka i ojcem, gdzie najmłodszy grał rolę kobiety, a starszy ojca.
- Baekhyun, naucz mnie jeździć samochodem – mruknął Sehun, który leżał na kolanach starszego w obecności reszty znajomych. Zapanowała cisza, która stała się niemal wymuszeniem na chłopaku.
- Appa, nie chcesz nauczyć ummy zabijać małe dzieci? Chciałbym powiedzieć, że może kiedyś ci się to przyda. Chcecie mieć więcej dzieci takich jak ja? – zamrugał Chanyeol po czym reszta wybuchła po prostu śmiechem. Baekhyun zgodził się na to ponieważ wolał nie mieć na głowie reszty członków jak i samego Sehun’a, któremu na samą myśl świeciły się oczy. Przez kilka dni, Baekhyun uczył go jeździć swoim samochodem jednak z czasem w jego głowie pojawiła się myśl, że raczej żałuje swojego wyboru. Sehun jeździł jak ostatnia kaleka, a starszy czuł, że wzbiera się w nim złość jak na początku ich znajomości. Gdy Sehun to zauważył wpadł na inny pomysł. Mimo, że wiedziała iż Baekhyun’owi nie za bardzo się to spodoba, wyruszył z drogi podporządkowanej.
 - Do cholery jasnej! Gdzie Ty jedziesz?! Wiesz, ze możesz nas zabić?! Wiesz, ze dostaniemy mandat?
Chłopak pruł się jak stary mąż dla, którego najważniejsze jest auto i piłka nożna z dodatkiem przyjaciół. Sehun zaparkował przy pewnym, małym hotelu spoglądając na zaskoczoną, a raczej nic nie rozumiejącą twarz starszego chłopaka, Baekhyun’a. Sehun nic nie powiedział tylko wyprowadził go z samochodu, prowadząc go ku hotelowi gdzie wszystko wydawało się być zaplanowane. Duże łoże oraz kwiaty w wazonie. Wszystko wydawało się być idealne z każdym szczegółem.
- Chodź – powiedział cicho Sehun prowadząc go do łóżka, na które delikatnie go popchnął, siadając na nim okrakiem, składając na jego ustach delikatny pocałunek. Oboje byli ze sobą już od kilku miesięcy jednak żadne z nich nie nalegało na pozbycie się swojej cnoty, której jeszcze nie oddali nikomu.
- Pragnę Cię i tylko z tobą chcę być – mruknął Sehun – Chcę cię tu i teraz – na twarzy Baekhyun’a pojawił się delikatny uśmiech po czym nic więcej młodszy nie musiał mówić. Jego dłonie błądziły po jego ciele , z dokładnością jakby chciał nauczyć się każdego centymetra jego ciała. Wszystko wyglądało na takie kolorowe. Czy świat mógłby się zatrzymać? (…) Leżąc razem w łóżku, w białej pościeli, Baekhyun błądził palcem bo boku młodszego, czując jak za każdym razem przez jego dotyk przechodził go dreszcz. Ich tak zwany pierwszy raz, nie skończył się na jednym czy dwóch, ale na trzech, gdy oboje nie mieli już siły. Po chwili ciszy miedzy nimi, Baekhyun wyciągnął małe pudełeczku z kurtki, która leżała niedaleko. Wyciągnął z niego mały pierścionek, wyglądający jak obrączka po czym nałożył ją na palec maknae , wypowiadając magiczne pytanie.
- Chcesz być ze mną do końca mojego życia?

•••

Od tamtej pory bardzo dużo się zmieniło. Zespół nie  istniał od kilku lat, ale mimo tego większość z nich utrzymywała ze sobą kontakt, od czasu do czasu organizując wspólne przyjęcia przy których wspominali swoje dawne czasy.
- Sehun-ah, myślisz że ten krawat pasuje do mnie? – Baekhyun do tej pory nie był zdecydowany w co ma się przebrać na wspólny obiad z Suho i D.O. Młodszy podszedł do niego, odkładając oba krawaty, poprawiając kołnierzyk od jego koszuli, całując go przelotnie w usta.
- Tak jest o wiele lepiej, kochanie – zaśmiał się cicho. Jak widać można żyć od nienawiści po miłość jednak nie można żyć bez powietrza, które pompuje w nas druga osoba, którą kochamy. Miłość to miłość i nawet stawiana przed przeszkodami, jest silna i nie jest ją trudno załamać.