Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angst. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angst. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Love forever

Tytuł:  Love forever
Data napisania: 15 sierpnia 2013
Zespół: EXO
Typ: Angst,Smut
Parring: Sehun x Kris
Ilość słów: 1  949

Notka autora: Cóż opowiadanie, które może być nieco... No nieco odmienne, ale słuchając jednej, polskiej piosenki naszło mnie by spróbować i napisać takie coś. Mam nadzieje, że nie zostanę mocno oceniona za te chore myśli (haha) Nie no żartuję, liczę po prostu na szczerość od Was. Co do zamówień muszę się wstrzymać póki co z pisaniem. Zbliża się rok szkolny, a od sierpnia i tak mam już zajęcia dodatkowe [witaj klaso maturalna] nie zawieszam bloga, ale notki nie będą pojawiać się codziennie, ale postaram się coś wykombinować. Będę pisać zamówienia, które mam nadzieję skończyć do tego roku 2013. A teraz zapraszam na wytwór chorej wyobraźni. 





Sometimes love, feels like pain, and sometimes I wonder if it's all the same, sometimes life, feels just like rain, cause you never know, when it's gonna
fall down on you

Miłość często ma różne maski. Czasem jest ona szczęśliwa, gdzie ludzie są ze oba od kilku dobrych lat, poświęcając dla siebie swoje całe życie. Czasem przypomina koszmarną scenę z kiepskiego filmu, który próbują przygotować widza na to, że któryś z bohaterów popełni zbrodnie doskonałą na swoim kochanku, którego tak naprawdę nie darzył wielką miłością. Czasem to boli, ale życie naprawdę bywa trudne. Bycie zakochanym i stracenie kogoś boli. Posiadanie nieodwzajemnionej miłości jest  najgorszym bólem jaki może przeżyć człowiek w swoim życiu, gdzie każdego dnia odrywa inną rolę. Raz jest się kochankiem, a raz zwykłą prostytutką, którą życie oszukało. Dziwne porównania, ale bywają gorsze. W każdym drzemie mała cząstka psychopaty. A co jeżeli miłość lub nienawiść zmusza nas do ostateczności? Czy to naprawdę jest możliwe?

I wanna live life, never be cruel,
I wanna live life, and be good to you.

Ich życie wyglądało całkiem normalnie. Nikt nie spodziewał się, że ich uczucie do siebie może szybko wygasnąć. Byli też tacy, którzy wierzyli, że będą ze sobą na dobre i na złe co było całkiem prawdopodobne. Gdy byli jeszcze ze sobą za czasów ery EXO, wszyscy kibicowali im pomimo, że każdy z ich fanów dopasowywał ich do innych członków zespołu, ale życie potrafi oszukać. Coś co wydaję się oczywiste, może być jedynie zwykłym złudzeniem. 
- Hyung, wyjdziemy gdzieś? – blondyn zaczął skradać się do chłopaka tuląc się do niego, jednak drugi wydawał się być tym nie za bardzo wzruszony. Sehun już jakiś czas temu zastanawiał się czy to możliwe aby między nimi coś się psuło. Odkąd pamiętał brał ich za dwójkę kochanków, którzy nigdy się nie rozstaną, ale takie mogły być marzenia na przyszłość młodego chłopaka, które życie dopiero powoli nabiera swoich prawdziwych barw. Nigdy nie został odrzucony. Nigdy go nie uderzył, ale w tym momencie wydawało mu się, że odkąd zespół przestał istnieć, ich miłość powoli gasła. Każdego razu gdy widział Kris’a, który nie raz wracał do domu pijany, chciał zamknąć się samotnie w kącie, po prostu płacząc jednak wierzył, ze ten okres minie. Mijał dzień, tydzień, nawet miesiąc – codzienność za każdym razem była taka sama.
- Sehun-ah, nie mogę teraz. Nie mam na to czasu. Zresztą jestem umówiony wieczorem. Możemy to przenieść na inny dzień? – i tak było za każdym razem. Nie raz wydawało mu się, że Kris już go nie kocha i on sam znalazł sobie kogoś na boku. Nie odnosił się do niego już z taką miłością jak kiedyś, a nawet wręcz przeciwnie. Mimo wszystko nigdy go nie uderzył. Jednak ta czułość, którą niekiedy ją stosował, gdzieś zniknęła. Tamtego dnia wszystko wydawało się wrócić do normy. Sehun specjalnie przygotował dla chłopaka kolację na której mieli świętować swoją kolejną rocznicę. Rocznicę swojej pierwszej i jedynej miłość. Młodszy poprosił swojego przyjaciela aby pomógł mu w przygotowaniu kolacji, która miała być płomykiem ich miłości, rozpalanej po mimo upływu lat od nowa. Wierzył, że Kris nie zapomni o tym ważnym dniu. Sehun siedział uśmiechnięty w kuchni spoglądając na płomień świecy. Chłopak powinien dawno wrócić do domu jednak mijały sekundy, minuty, a jego nie było. Sehun zaczął się bać o starszego dlatego wybrał numer jego telefonu, ale jedyne co mu odpowiedziało w tamtym czasie to sekretarka. Krążył po mieszkaniu siadając na kanapie w salonie, gdzie znalazł na oparciu koszulę starszego. Przytulił ja mocno do siebie, czując jego zapach. Wracał wspomnieniami do ich pierwszych dni miłości gdy nikomu jeszcze o tym nie mówili. Tak bardzo chciał do tego wrócić, że po jego delikatnych, białych policzkach popłynęły drobne łzy. Wybiła północy, a Kris nadal był poza domem nie dając znaku życia o sobie. Sehun odłożył zapłakany koszulę na bok, idąc do kuchni aby zgasić płomień świecy. W tym momencie usłyszał huk zamykanych drzwi. Zerknął tylko w jego stronę, gdy Kris znalazł się w kuchni nieco się chwiejąc…. Po raz kolejny.
- Kris hyung… obiecałeś… - powiedział cicho roniąc kolejne łzy. Mimo wszystko podszedł do niego mocno się przytulając. Zaczął łkać jak małe dziecko. Kris jednak nie objął go. Nie powiedział jak kiedyś, że go kocha. Sehun zerknął na niego zapłakanym wzorkiem, a ten tylko uśmiechnął się w taki sposób, że na twarzy chłopaka pojawił się drobny strach.
- Kris… - powiedział cicho wycofując się do tyłu napotykając opór ze strony ściany. Chciał uciekać. Tak, właśnie po raz pierwszy chciał uciec od osoby, którą kochał. Kris z tym swoim uśmieszkiem podszedł do Sehun’a chwytając go mocno za włosy, odchylając jego głowę na bok, wąchając jego szyję, po czym pocałował go gwałtownie. Chłopak czuł alkohol. Brzydził się go w tej chwili. To nie był ten sam Kris, którego on pokochał. To był ktoś obcy. Ktoś kto teraz chciał go skrzywdzić.
- Przecież mnie pragniesz, Sehun-ah – warknął w jego kierunku po czym roześmiał się swoim donośnym głosem. Zerknął w jego oczy uderzając go mocno w twarz powodując, że upadł na ziemię, czując rozciętą wargę przez uderzenie. Spoglądał na niego ze strachem, próbując się wycofać leżąc na ziemi, jednak jego marzenie było zbyteczne. Nie mógł się uratować. Pijany Kris był od niego silniejszy. Starszy podszedł do niego kucając obok niego ze swoim chorym uśmiechem.
- Jesteś zwykła ,męską kurwą. Jesteś mi potrzebny tylko do jednego – roześmiał się głośno, zerkając na chłopaka – Na kolana! – krzyknął do niego, a gdy ten nie zareagował, ponownie chwycił go za garstkę włosów pomagając mu w wykonaniu jego polecenia. Sehun spoglądał z tym samy strachem co kilka minut temu, nie wierzył, że ten którego kocha, jest w stanie posunąć się do takiego czegoś. Kriś po chwili nieco chwiejnie ściągnął z siebie spodnie razem ze bielizną.
- Do buzi!  - warknął. Młodszy bał się, że gdy tego nie zrobi, chłopak znów go uderzy. Posłusznie jak pies, który wykonuje polecenia swojego pana, objął swoimi wargami jego przyrodzenie, ssąc i drażniąc go językiem. Gdy Kris nałożył swoje dłonie na jego głowę, poczuł wstręt gdy ten mocniej wbijał się swoim członkiem w jego gardło. Jego słone łzy wypłynęły na powierzchnię. Zaczął kaszleć ponieważ zaczynało mu się od tego wszystkiego robić po prostu niedobrze. Widząc to starszy wysunął się z jego ust uderzając go po raz kolejny.
- Dziwki nie płaczą. One kosztują – zaśmiał się pomagając mu wstać, a gdy to zrobił wziął go na swoje dłonie niosąc go do sypialni nieco chwiejnym krokiem. Dla młodszego było to piekłem. Rzucił go na łóżko, wskakując na niego, zrywając z niego koszulę, słysząc tylko jak guziki upadają na podłogę.
- Kris, proszę cie, nie.. – załkał bezradnie. Nie chciał tego. Nie chciałby robił to w jego stanie jednak ten nie zamierzał skończyć na tym co było kilka minut temu. Chwycił go za gardło lekko podduszając po czym gdy go puścił uderzył go po raz kolejny w policzek. Sehun powoli nie miał siły, a zmniejszenie dopływu tlenu wcale mu nie pomogło. Nigdy nie zaznał co to znaczy żyć w piekle, ale teraz dobrze to widział. To było piekło. Spoglądając z bólem na Kris’a, chłopak powoli nie czuł nic. Starszy bez uprzedzenia ściągnął z niego spodnie wraz z bielizną wchodząc w niego bardzo szybko. Sehun pierwszy raz poczuł tak intensywny ból, jakby rozrywało go od samego środka. Modlił się o szybki koniec jednak widząc zachowanie starszego nie zamierzał na tym poprzestać. Kris nabijał się na niego z taką intensywnością, że za każdym razem trafiał w jego czuły punkt. Chłopak jednak nie mógł się zrelaksować jak to było przy każdym ich wspólnym stosunku. Bał się i łkał. Jego ukochany, z którym przeżył tyle czasu, pierwszy raz dopuścił się czynu gwałtu na nim.
- Wymawiaj moje imię gdy będziesz konać. Jesteś tylko pomiotem w mojej dłoni. Nigdy cię nie kochałem. Jesteś ciasny, nie podoba mi się to – warknął, chwytając jego szyję zerkając na niego z każdym kolejnym pchnięciem. Jego słowa raniły go tak bardzo, że pragnął teraz zginąć. Kris był kimś kogo on sam nie poznawał. Gdzie podziała się jego stare oblicze. Kolejne uderzenie.
- Nie mów, że mnie kochasz dziwko – warknął. Pierwszy raz słyszał od niego takie wulgarne słowa. W głowie błagał boga by zabrał go stad. Gdy starszy doszedł w nim uderzył go dwa razy, ściskając jego przyrodzenie tak mocno, że Sehun pisnął z bólu. Czuł się wykorzystany. Czuł się zgwałcony. I to przez kogo? Przez kogoś kogo kochał. Gdy wyszedł z niego rzucając się na łóżko obok chłopak czuł, że traci oddech. Kris po chwili poszedł do kuchni po kolejne piwo, a Sehun wykorzystując tą chwilę wygrzebał z szafki tabletki połykając drobną garść nich, łkając jak małe dziecko.
- Proszę niech to się skończy…. – załkał po czym zobaczył, że Kris znów wrócił do pokoju z kolejną butelką piwa, którą odłożył na szafkę.
- Za mało dostałeś? Chyba jesteś nadal mi nie posłuszny – zaśmiał się znów kładąc się na niego po czym wszedł w niego po raz kolejny. Sehun czuł się coraz bardziej słabszy. Chłopak co chwilę go podduszał, a działanie tabletek powoli dawało się mu we znaki. Kris nie widział, że pieprzy się z trupem. Sehun w połowie zmarł przez przedawkowanie i kolejne uderzenia starszego. Nie wierzył, że umrze. Traktował go teraz jak lalkę do zabawy. Gdy Kris z powodu alkoholu i zmęczenia spadł na łóżko obok chłopaka, po prostu zasnął. Następnego dnia obudził go budzik. Kris podniósł się leniwie czując potworny ból głowy. Nie powinien był tyle pić. Pewnie Sehun był na niego zły. Odwrócił się leniwie na bok dostrzegając go obok siebie. Uśmiechnął się delikatnie mówiąc.
- Sehun-ah, spędźmy ten dzień razem. Przepraszam, że wczoraj tak wyszło – mruknął łapiąc go za dłoń, która była zimna. Nie rozumiał tego. Podniósł się delikatnie z łóżka zerkając na niego. Chłopak wyglądał… Miał rany na policzku i krople krwi obok jego poduszki… na całej pościeli.
- Sehun-ah… - powtórzył cicho podnosząc się z łóżka ignorując jego ból głowy. Odsunął się pod ścianę przypominając sobie powoli co zrobił. On nie żył. Nie żył przez niego.
- Sehun-ah!  - krzyknął padając na kolana płacząc jak małe dziecko – Sehun-ah… - załkał cicho. Po chwili podszedł do niego mocno go do siebie tuląc, jego martwe ciało ciągle powtarzając jego imię. Nie wierzył, że to zrobił. Nie chciał go zabić. Kochał go, ale sytuacja w jego domu go wykończyła. Nie chciał go tym ranić, ale tym samym go zabił. Uważał się a potwora.
- Sehun-ah, nie zostawiaj mnie samego – zapłakał trzymając go w objęciach kiwając się raz do przodu raz do tyłu. Nie chciał go stracić. Jednak było za późno. Jego martwe ciało spoczywało na łóżku na którym każdego dnia chłopak budził go z uśmiechem na twarzy. Po chwili przez łzy chłopak przebrał go w garnitur spoglądając na jego twarz. Wybrał numer do Tao mówiąc:
- Za… zabiłem go. Nie chciałem go zabić. Przepraszam. Jestem potworem.
- Kris? Czemu płaczesz? Co ty mówisz? – zapytał zdenerwowany chłopak jednak starszy nic więcej nie dopowiedział tylko rozłączył się. Po chwili sam ułożył się obok chłopaka popijając resztę leków nasennych wódką, która starła w barku. Powoli i on zasnął odchodząc w stronę niebios gdzie znajdywał się Sehun. Nie chciał go zostawić. To była jego wina. Powinien umrzeć jak on. Nie chciał żyć wiedząc o swojej zbrodni na ukochanym. Skrzywdził go. Zabił go. Co mógł więcej powiedzieć. Bał się kary? To była ucieczka. Kilka godzin później Tao wraz z Suho wtargnęli do mieszkania, ale na to było za późno. Martwe ciała chłopaków leżały obok siebie nic nie mówiąc. Wyglądali jakby spali, ale odeszli do innej krainy. Ich bliscy cierpieli, ale co innego mogli zaradzić na ratunek było za późno. Nikt nie widział. Nikt się nie wtrącał, a może właśnie to było przyczyną tej katastrofy. Teraz oboje tańczą gdzieś nad ziemią, pilnując swoich bliskich przed podobną katastrofą. Może tym razem komuś uda się zmienić świat czego nie udało się im za życia. 

sobota, 17 sierpnia 2013

... you shouldn't trust anyone 4/10



Tytuł:  ... you shouldn't trust anyone
Data napisania: 15 sierpnia 2013
Zespół: EXO
Typ: Opowiadanie
Rozdział: 4/10
Parring: brak
Ilość słów: 2 167
Bohaterowie: Luhan, Matka, Lay, Kay-sshi, Marco, lekarz
Notka autora: Wcześniej nawet nie pomyślałam, że kolejną część napiszę tak szybko co mnie bardzo cieszy. Poza tym skończyłam swojego chorego one shota, którego zapewne niedługo wstawię na swojego bloga. Co do zamówień, zabrałam się za pierwsze jednak póki co prawie nie ma mnie w domu i nie mam czasu na dokończenie. Mam nadzieję, że wyrobię się w czasie 21 dni jak obiecałam. Nie przedłużając zapraszam do czytania.

Część IV


Od tamtego wydarzenia minął miesiąc. Sooyoung zmarła w drodze do szpitala. Nikt nie wiedział. Nikt nie pytał co było prawdziwą przyczyną, ale sam Luhan nie potrafił się skupić na swoim życiu. Był rozdrażniony, nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Czuł się winny. Czuł się źle. Przez pewien czas zastanawiał się czy nie powinien był, skończyć jak dziewczyna. Stał się potworem, o którym mówiła. O którym napisała w liście pożegnalnym.

Jeżeli ktoś znajdzie ten list będzie wiedział, że czasu już nie będzie można cofnąć. Nikt nie wiedział. Nikt nie zapobiegł. Nie czuję się nikomu potrzebna. Na tym świecie istnieje wiele zła. Ludzie od zawsze byli dla siebie wrogiem. Nikt nie czuł. Nikt nie potrzebował miłości. Teraz nie dziwię się temu. To ona mnie zabiła. Zabił mnie potwór w którego byłam zapatrzona. Bałam się go, ale sama starałam się z nim walczyć wiedząc, że lepsze jutro nadejdzie dla nas w krótkim czasie. A on? On pewnie będzie stał nad moją trumną roniąc bezużyteczne łzy, które nie wskrzeszą mojego istnienia. To prawda, potwora nie da się ukryć. Nie da się też z nim żyć. Strach, ból i rozterka nad wyjściem z całej sytuacji. Przepraszam, że to zrobiłam, ale moje życie było czymś, o czym każdy z Was powinien zapomnieć. Kochałam obu, ale serce nie chciało wybrać. Tak będzie lepiej dla mnie i dla was. Przepraszam…

Chłopak do tej pory pamięta treść listu jakby był to ważny wiersz, który musi zdać na lekcji koreańskiego z profesorem Hwang. Jednak to nie była poezja. To była czysta prawda. To potwór ją zabił. Potwór sprawił, że podjęła tą decyzję. Pamiętał jak jego serce waliło ze strachu widząc zbliżającą się osobę do drzwi. Kilka sekund, a ta osoba znalazła się w sali, a czas się zatrzymał. To był Lay. Właśnie ten chłopak, który ratował go z każdej opresji.
- Ja… - powiedział cicho – Ja.. Ja ją zabiłem – powiedział Luhan upadając na swoje kolana chowając twarz w dłoniach. Wybuchnął głośnym płaczem, wracając do widoku jej martwego ciała. Nie chciał by to wszystko tak się skończyło. To obłęd zawładnął jego szczenięcym ciałem, a on sam nie mógł zawrócić czasu. Zerknął na chłopaka podbiegając do niego łapiąc go za fragment ubrania.
- Potrafisz zatrzymać czas! Potrafisz go też cofnąć, prawda? – mówił zdenerwowany, delikatnie szarpiąc chłopaka w nadziei, że mu pomoże i nie pozwoli mu wrócić do tej sali, jednak ten jedynie ściągnął dłonie chłopaka ze swojego mundurka podchodząc do okna, przez które spoglądał na Sooyoung i zbiorowisko, które zatrzymało się w czasie. Luhan nie wiedział co miał ze sobą zrobić. Chłopak nie mówił. Sooyoung już nie było. Luhan był mordercą. Te trzy sentencje jawiły się w jego głowie.
- Ktoś musiał umrzeć. Lepiej, że to był zwykły człowiek – Luhan usłyszał ten sam chłodny głos za sobą. Zerknął na mężczyznę, który wydawał się spoglądać na niego z zaciekawieniem. Nienawidził go. Nienawidził chłopaka, że go nie powstrzymał.
- Wiedzieliście co się stanie, prawda? – powiedział – Wiedzieliście do cholery?!  - Lay spojrzał na niego smutnymi oczami kiwając głową, a najwyższy z przyszłości, którego ludzie nazywali Kai-sshi, uśmiechnął się w sposób, że chłopak był jeszcze bardziej poirytowany.
- Wiedzieliście… - powiedział cicho wycofując się w stronę drzwi, a gdy znalazł się za nimi, zaczął biec ile miał tylko sił w nogach by móc uciec od tego wszystkiego. Zatrzymał się jednak przy wyjściu widząc dziewczynę, która nawet leżąc w kałuży własnej krwi, wyglądała na piękną. Ten obraz spowodował, że jego dusza cierpiała, dostając kolejny cios w serce. Ponownie zaczął biec nie wiadomo gdzie. Zatrzymał się dopiero w małym lesie nieopodal jego szkoły. Biegł by tak dalej bez celu gdyby nie wystająca gałąź o którą się potknął. Upadek był bolesny. Jego spodnie rozdarły się na kolanach, gdzie powstała rana, gdzie krew wyciekała drobną strugą,  lecz chłopak nie przejmował się bólem. Zaczął kiwać się do przodu i do tyłu, dostając choroby sierocej. Nie wierzył, ze to wszystko działo się naprawdę. Zaczął łkać jak mały chłopiec, wracając wspomnieniami do tamtej chwili. Jego słowa w głowie spowodowały wypadek. Bał się tej nowej mocy. Nie chciał jej posiadać. Chciał być kimś normalnym. Chłopakiem z problemami jakie miała teraźniejsza młodzież. Bał się tego co może przynieść przyszłość. A co jeżeli zabije jeszcze kogoś? Będzie mordercą. Już nim był jednak strach by tak się nazwać sprawiał, że wolałby zginać tu, i teraz. Nikt mu nie uwierzy. Miłość przeminęła, a nastała era wielkiego smutku oraz wyrzutów sumienia. Nie wiedział co przyniesie przyszłość. Chciał zapomnieć o tym zdarzeniu, ale jego dusza za bardzo go bolała. Nie wiedział nawet kiedy łkając zasnął na zimnej ziemi w lesie.

•••

Gdy się przebudził,  był w swoim pokoju, a koło jego łóżka znajdowała się matka razem ze swoim ukochanym, a przy nich stał lekarz odziany w biały fartuch.
- Nic mu nie będzie. Przyda mu się nieco wypoczynku. Poza tym historia, która wydarzyła się w jego szkole musiała być dla niego szokiem. Podobno dowiadując się o tym, wyszedł klasy, biegnąć przed siebie. Dobrze będzie gdy zapewnicie mu wizytę u dobrego specjalisty – Luhan przyjrzał się mężczyźnie dostrzegając znajome rysy twarzy. Po chwili podniósł się z łóżka łapiąc lekarza za kant jego koszuli.
- To przez ciebie ona nie żyję. To ty ją zabiłeś – gdyby nie narzeczony matki, nie wiadomo co by się stało. Chwycił młodszego mocno odciągając od lekarza. Widząc to matka, poprosiła mężczyznę o jakiś zastrzyk na uspokojenie. Luhan po tym leku czuł się coraz słabiej. Opadł powoli na podłogę łkając jak małe dziecko, wypowiadając słowa, którymi było imię zmarłej dziewczyny. (…) Luhan przez kilka dni nie wychodził ze swojego pokoju. Bał się iść nawet na pogrzeb Sooyoung. Przecież to przez niego nie żyła. Ludzie nazywani przez niego masters, zapewnili mu alibi. Uzupełnili dokumenty zwolnieniami lekarskimi, mieszając ludziom porządnie w głowie. Oni nie winili go za śmierć człowieka. Według nich ta rasa ciągle się odradza w przeciwieństwie do nich. Chłopaka jednak to nie obchodziło. Chciał znów poczuć zapach dziewczyny tuż obok siebie, jednak nie było mu to dane. Każdego dnia budził się z myślą, że to tylko straszny sen. Spoglądał na jej zdjęcie na szafce, gdzie służba każdego dnia wymieniała nową, białą różę. Pewnego dnia Luhan nie wytrzymał. Podniósł się z łóżka, zrzucając z szafki jej zdjęcie.
- Nie byłaś niczego warta – czuł narastającą złość w sobie. Po zdjęciu rozbił lustro, a potem zrzucił wszystkie książki, wyrzucając swoje ubrania, które powoli zaczął rwać na małe strzępy. Jego matka dobijała się do jego drzwi jednak nie zamierzał otworzyć. Chwytając kawałek, pękniętego lustra, przyglądał się mu uważnie.
- Skoro należę do przyszłości, czy mogę teraz umrzeć? – wyglądał jak psychopata. Nieco brudny, włosy każdy w inną stronę. Mówił często do siebie, nie chcąc z nikim rozmawiać oprócz zdjęcia, które było teraz rozdarte przez pękniętą szybkę w drewnianej ramce.  Po chwili przyłożył szkło do swojej skóry, nacinając na swojej dłoni małe wzroki. Powoli, z każdym drobnym nacięciem, czuł się coraz bardziej senny. Ułożył się wśród tego bałaganu, zachlapując wszystko wokół siebie swoją krwią, która wyciekała z otwartych ran ciętych. Po chwili nie czuł nic, widząc jedynie ciemność.

•••

- Lepiej będzie gdy zostanie tydzień na obserwacji – chłopak nie miał siły podnieść swoich powiek. Wiedział, że nie był w swoim pokoju, gdzie chciał to wszystko skończyć. Otworzył powoli swoje oczy, dostając prosto światłem w oczy. Biała sala. Małe okna, za którymi stała jej matka, a obok niej mężczyzna jej życia. Nie pamięta kiedy widział ją bez swojego faceta. To było dla niego chore. On był chory. Rozejrzał się wokół siebie. Widział ludzi, którzy rozmawiali sami ze sobą. Wyglądali jak ci z najgorszych opowiadaniach gdzie pisze się o drobnych psychopatach, zamkniętych na oddziale specjalnym. Zerknął na drzwi gdzie nie było klamek.
- Gdzie ja jestem? – powiedział cicho, pierwsze co spoglądając na swoje zabandażowane nadgarstki. Nie umarł. Wciąż żył na tym okropnym świecie. Nadal czuł się jak morderca. W tym momencie przed jego oczami pojawił się Lay. Uśmiechał się do niego wyciągając w jego stronę dłoń.
- Cześć Luhan. Nie powinienem tutaj być. Kai-sshi mi zabronił. Stwierdził, że musisz od nas odpocząć, ale ja się za tobą stęskniłem – zaśmiał się cicho przytulając się mocno do niego, czego nigdy nie robił. Luhan zerknął na niego zdezorientowany.
- Gdzie ja jestem Lay? – zapytał Luhan ze swoją drobną chrypką w głosie. Nie wiedział co się dzieje. Niczego nie pamiętał.
- Jesteś w szpitalu dla obłąkanych. Spędzisz tutaj kilka dni na życzenie swojego ojczyma. Nie chciał mieć cię na sumieniu, dlatego miał nadzieję, że to jakoś ci pomoże. Spokojnie, niedługo znów do nas wrócisz. Musisz o siebie dbać – zaśmiał się cicho – trzymaj się Luhan. Niedługo znów cię odwiedzę.
Po chwili Lay rozpłynął się. Widział tylko w oknie zapłakaną matkę a obok niej… no właśnie. Kim on był aby decydować za jego rodzicielkę. To ona miała do niego prawa, ale nie on. Tak minął tydzień pobytu w szpitalu. Lay często go odwiedzał co go cieszyło. Wierzył, że jest osobą, która może mu pomóc za każdym razem, nie ważne o co by aktualnie chodziło. Po wyjściu ze szpitala chłopak wrócił do domu. Ten zawistny wzrok mężczyzny, który chciał się go pozbyć nie dawał mu spokoju. Jednak coś się zmieniło. Jego matka się zmieniła. Zaczęła dbać o niego, próbować rozmów z nim jednak na to było kilka lat za późno. Luhan wrócił ponownie do szkoły po czym stwierdził, że zamierza na nowo żyć. Jego wyrzuty sumienia gdzieś się rozpłynęły, a on sam czuł się coraz bardziej pewny siebie. Pewnego dnia na dachu wydawało mu się widzieć Sooyoung jednak gdy przetarł swoje oczy, jej już nie było. To na serio dziwne uczucie. Jednak nie wpłynęło to na niego jakoś specjalnie negatywnie. Każdego dnia zachowywał się jak normalny uczeń poznając tajniki życia przyszłości gdzie ludzie uczą się naprawiać świat, który powoli legnie ku spadkowi. Luhan chciał się przekonać o prawdzie. Wiele razy wracał na ten drugi świat w celu odkrycia nowego, nieco lepszego życia niż dotychczas. Posiadał dwie moce, które w instytucie były rozwijane z każdym dniem. Przenoszenie się do tego świata też stało się dla niego łatwiejsze niż wcześniej.
- Luhan musimy porozmawiać – chłopakowi udało się w ostatniej chwili wrócić do świata ludzkiego, gdy do jego pokoju weszła jego matka.
- Wyjeżdżam na kilka dni. Zostaniesz z Marco na te kilka dni. Mam nadzieje, że nic się nie stanie. Martwię się o ciebie – Luhan nie skomentował jej słów jak to czynił za każdym razem. To nie było nawet dziwne. Tak zawsze było między nim, a jego matką. Nikt tym specjalnie się nie przejmował. Gdy jego matka wyjechała, nawet nie zszedł na dół by się z nią pożegnać. Pewnego wieczoru chłopak podsłuchał rozmowę mężczyzny z kimś obcym.
- Ten gówniarz? Proszę cie. Jego matka to wspaniała kobieta. Skoro tak bardzo pragnie wrócić na oddział dla obłąkanych, chętnie mu to załatwię. Mimo, że lobotomia w tym kraju jest zabroniona, znam idealną placówkę, która nadal wykonuje ten zabieg. Wystarczy mieć trochę grosza i być kimś, by to uczynić – jego śmiech odbił się echem w głowie młodszego. Zacisnął swoją dłoń w pięść gdy usłyszał, że Marco chce zrobić z niego kogoś na podobieństwo roślinki. Nic nie mówi, nie stwarza problemów, a tylko żyję podstawowymi czynnościami. Je, pije, oddycha i wydala – nic więcej. Po chwili chłopak znalazł się w ciemnej kuchni nalewając do kubka wody owocowej, a widząc nóż, chwycił go w swoje dłonie, mając ochotę przebić nim serce starszego mężczyzny jednak wiedział, ze wtedy jego matka straciłaby wszystko. On się o nią martwił? Zabawne. Przecież on nie czuje empatii do innej osoby, od kilku lat. Po chwili odłożył kuchenny nóż na ladę, siadając na stoliku pośród tych ciemności. Jego życie zaczęło się zmieniać. Chłopak przestał czuć jakiekolwiek emocje. To było dziwne. Nie czuł ani negatywnych ani pozytywnych cech. Życie bywało niespodzianką. Dla niego tez takie było. Czuł się jak wyrzucony na morze bez jakichkolwiek szans na przeżycie.  Miał tylko nadzieję, że jego życie nie skończy się tak jak innych. Musiał wypełnić swoje przeznaczenie. Uśmiechnął się łobuzersko pod nosem odkładając pół pełną szklankę, kierując   się w stronę biura mężczyzny. Otworzył powoli drzwi wchodząc przez nie po czym zatrzasnął je na klucz.
- Coś się stało Luhan? Potrzebujesz czegoś?
- Oh przestań. Chcesz się troszczyć o kogoś kogo zamierzasz pozbawić racjonalnego myślenia. Nie sądzisz, że to nie ma sensu, ojczymie? – na jego twarzy pojawił się drobny, łobuzerski uśmiech. Mężczyzna zerknął na niego próbując odgadnąć jego myśli.
- W tym towarzystwie tylko ja potrafię zaglądać w czyjeś myśli. Myślałem, ze matka ci o tym mówiła. Jestem psychiczny prawda? – zaśmiał się donośnie. Jego śmiech odbijał się przez ściany, jednak nikt oprócz tej dwójki nie mógł tego usłyszeć.
- O co ci chodzi. Mów do mnie normalnie a nie jakimś popieprzonym językiem – warknął w stronę młodszego. Tym razem to właśnie Luhan czuł, ze wygrał z mężczyzną. Właśnie ujawnił swoją prawdziwą naturę. Cieszył się z tego w duchu, a na jego twarzy wciąż wił się ten uśmiech. Podszedł powoli do jego biurka. Mężczyzna brał go za niepoczytalnego, ale może właśnie tak z nim było? Nikt nie wie, ale on zdawał sobie sprawę, że Marco nie będzie miał siły by dłużej się nad tym zastanawiać. Luhan mu na to nie pozwoli.
- Zabawimy się mój ojczymie. Tak samo jak ty chciałeś bawić się ze mną. 

środa, 14 sierpnia 2013

... you shouldn't trust anyone 3/10

Tytuł:  ... you shouldn't trust anyone
Data napisania: 14 sierpnia 2013
Zespół: EXO
Typ: Opowiadanie
Rozdział: 3/10
Parring: Luhan x Sooyoung
Ilość słów: 2 543
Bohaterowie: Luhan, Sooyoung, Zjawa, Lay 
Notka autora: A wiec jakoś udało mi się napisać kolejną część opowiadania. Podjęłam decyzję, że zrobię inny myk nieco wcześniej. Niedługo biorę się za zamówienia jak i love forever by skończyć je do końca sierpnia ponieważ mimo, że wrzesień to początek nauki, już mam dużo planów i zadań bojowych do wykonania. Mam nadzieje, że uda mi się napisać kolejną część nieco szybciej niż mogę się spodziewać. A teraz zapraszam do czytania i wybaczcie za błędy jeżeli takowe się znajdą. 

Część III


Chłopak obudził się w nieznanym dla niego miejscu. Jedyne co widział to biel i nic więcej. Nie przypominało to nawet szpitala. Po chwili przed nim pojawiła postać, która swoją czernią nadawała kontrast temu pomieszczeniu. Jego oczy wydawały się być puste niczym ta przestrzeń gdyby zabrać stąd ich dwójkę.
- Luhan, chyba zostałeś ostrzeżony przez nasze siły, prawda? – jego głos wydawał się szorstki, zresztą tak zawsze było gdy go widywał. Mężczyzna zazwyczaj wydawał się być spokojny, choć jego słowa posiadające w sobie wiele emocji oraz goryczy wydawały się teraz być niczym. Luhan zerkał na niego po czym dopiero teraz dostrzegł na swojej dłoni pewien znak, którego nie posiadał wcześniej na swoim ciele. Zmierzył mężczyznę swoimi idealnie ciemnymi tęczówkami jakby chciał dowiedzieć się czegoś więcej.
- Widzisz ten znak? To znak, że nie jesteś stąd. Zeszliśmy na ziemię by spróbować naprawić ten świat. Jednak to nam nie wyszło. Wielu naszych ludzi zmarło na wskutek ludzkich wojen. Zostaliśmy nieliczni. Nie możesz powiedzieć tej głupiej dziewczynie, że posiadasz specjalną zdolność. Nie odkryłeś do końca jej uroków, które potrafią nawet zabijać – najwyższy urzędnik z przyszłości widząc niezrozumienie na twarzy chłopaka kontynuował – nasze moce rozwijają się wraz z naszym wiekiem. Niedługo kończysz siedemnaście lat, prawda? Za te kilka dni twoja moc poszerzy się do tego stopnia, że będziesz potrafił manipulować ludzkimi myślami doprowadzając ich nawet do śmierci. Złość, chęć zemsty, odrzucenie… Czy to nie byłoby piękne? Niedługo sam zobaczysz jak to działa. Póki co nie mów nikomu o tym kim jesteś, rozumiesz? Nikt cię nie zrozumie, a ty sam możesz skończyć w podobnym miejscu jak ten – Luhan poczuł mocny ból po czym jego powieki zamknęły się ponownie lecz gdy przyszło je ponownie otworzyć, obok niego stała Sooyoung, która wydawała się być przerażona.
- Luhan, myślałam, że umrę ze strachu o ciebie! – krzyknęła na chłopaka, który powoli siadał. Nie chciał leżeć. Złapał się za głowę, wracając wspomnieniami do jego historii z przed kilku godzin, która nie należała do delikatnych. Czy to wszystko mu się śni? Przez tyle lat nie informowano go kim jest, a tą specjalną zdolność obwiniał zwykły wypadek jednak teraz ponownie niczego nie rozumiał. Z tego zamyślenia wyrwał go głos dziewczyny.
- Oppa, wszystko w porządku? Przyszedłeś mi coś powiedzieć, a potem upadłeś jak kłoda. Jesteś chory, prawda? Dlaczego mi… - Luhan w tym momencie przyciągnął jej delikatne ciało do siebie składając na jej wargach delikatny pocałunek by zapomniała o tym co się stało. Nie mogę nic jej powiedzieć.  Po chwili chłopak odsunął się od niej zaczesując kosmyk włosów za jej ucho.
- Muszę już iść. (…)
Przez te kilka dni wydawało się być normalnie.  Sooyoung razem z Luhan’em spotykali się od kilku tygodni mimo, że ich znajomość nie trwała zbyt długo. Luhan jednak do tej pory nie wyjawił jej prawdy. Praktycznie zapomniał o tym zamiarze i po prostu puścił to w niepamięć. Wszystko wydawało się być piękne. Codzienne spacery u boku dziewczyny, które pierwszy raz wywoływały w nim te pozytywne emocje. Jednak wszystko kończyło się późną nocą gdy chłopak odwiedzał ten inny świat. Miejsce w którym wszystko się zatrzymało.
- Jesteś pewien, że chcesz wracać na tamten świat? – zapytał Lay siedząc obok chłopaka, który wydawał się błądzić myślami różnymi drogami tego dnia. Właśnie, ten sam chłopak, który zatrzymał czas kilka dni temu, teraz stał się jego najlepszym przyjacielem. To on wędrował z nim przez te kilka dni, ucząc go jego prawdziwego  „ ja”.
- Nie mam wyboru. Zostałem po coś stworzony. Muszę tam wrócić – Luhan zerknął na swoje znamię. Nikt nie widział jego nowego znaku na dłoni. Tym samym zaoszczędził sobie zbędnych pytań ze strony Sooyoung. Dnia kolejnego miały odbyć się jego urodziny. Chłopak cieszył się, że spędzi je razem z dziewczyną. Planował mimo wszystko na przekór innym powiedzieć jej prawdę i nic już go nie powstrzyma. Siedząc na dachu szkoły poczuł czyjeś delikatne dłonie na swoich oczach. Odwrócił się w stronę dziewczyny z drobnym uśmiechem, który również ona odwzajemniła. Jej twarz promieniała, a w dłoniach trzymała mały tort gdzie napisane było „Wszystkiego najlepszego Lulu”. Przez te kilka dni, tak właśnie na niego mówiła. Zastanawiał go fakt czy będzie mówić też tak o nim po tym co zamierzał jej powiedzieć. Westchnął cicho przyglądając się jej.
- Luhan dlaczego się nie cieszysz? Masz dziś już siedemnaście lat. Jesteś już taki stary i nie wiem czy mogę się z tobą widywać – zaśmiała się po czym złożyła na jego wargach delikatny pocałunek. Luhan złapał ją za dłoń z delikatnym uśmiechem. Kocham go jak szalona… Po odczytaniu jego myśli, jego uśmiech się poszerzył. Przytulił ją mocno do siebie, czując że go nie zostawi. Przecież go kocha, tak sobie wmawiał. Zdmuchnął świeczki na torcie, który przyszykowała specjalnie dla niego dziewczyna.
- Spotkajmy się wieczorem. Muszę ci coś powiedzieć. Coś co jest prawdą o mnie – szepnął jej do ucha. Dziewczyna przyjrzała się mu w uwagą, ale zgodziła się na to. Przez resztę dnia mimo, ze połowę spędzili wspólnie, chłopak zastanawiał się czy dobrze robi. To głupie pytanie. Wiedział, ze mu to zaszkodzi jednak był zbyt uparty by słuchać się nakazów wydanych przez najwyższych.

̉•••

Wieczorem Luhan czekał na dziewczynę na plaży gdzie umówili się jakiś czas temu. Odkąd pamięta to tutaj poprosił dziewczynę by została u jego boku, dostając akceptację. Wiedział, że tylko jej mógł ufać. Lay? Lay był pseudo przyjacielem. Nie ufał mu do końca.  On pochodził z innego świata. Gdyby ktoś to usłyszał, pewnie wziąłby go za psychicznego. Po chwili poczuł czyjeś dłonie, które zasłoniły jego twarz. Zerknął na dziewczynę, delikatnie ukazując na swojej twarzy uśmiech.
- Myślałam, że gdzieś pójdziemy. Widzę, że lubisz wspomnienia, Lulu – zaśmiała się cicho. Chłopak zerknął w jej ciemne oczy, chwytając w obie dłonie jej twarz po czym złożył na jej ustach stęskniony pocałunek, który zawierał w sobie gorycz. Teraz albo nigdy… - powiedział sobie w myślach.
- Musisz mnie wysłuchać co teraz Ci powiem. Kocham cię i nie chcę cię oszukiwać – zaczął swoją przemowę – Nie jestem zwykłym człowiekiem. Potrafię czytać w ludzkich myślach. Podobno pochodzę z przyszłości, ale trudno jest mi w to uwierzyć. Ludzie słyszą tylko jeden głos, ja słyszę dwa. Potrafię przeczytać myśli każdego… nawet twoje – powiedział cicho. Dziewczyna była skupiona, ale po chwili zaśmiała się głośno.
- Oppa, nie wygłupiaj się. Pośmialiśmy się, chwila grozy, ale nie żartuj sobie – uśmiechnęła się ściągając ze swojej twarzy jego dłonie chwytając je w swoje ręce. On nie jest potworem? Przecież mnie kocha…. Dlaczego zachowuje się tak dziwnie. Czy chce mnie odrzucić?
- Pamiętasz jak kiedyś powiedziałem ci, że jestem potworem? Nie chciałaś w to wierzyć. Kocham cię, nie możesz w to wątpić. Jesteś pierwsza osobą na której mi zależy. Nie zachowuję się dziwnie lecz mówię ci całą prawdę. Nie chcę cię odrzucić… Nie chcę cię stracić Soo – powiedział cicho chcąc prawą dłonią dotknąć jej policzka, ale Sooyoung odsunęła się od niego. W jej oczach widział łzy. Dziewczyna uwierzyła. Wiedziała, że Luhan zajrzał w jej podświadomość. Bolało ją to, ale nie mogła nic na to poradzić.
- Luhan, ja… - wycofała się do tyłu -… przepraszam – Sooyoung po prostu ciekła po wyznaniu prawdy przez chłopaka. Luhan chciał biec za nią, ale czyjaś dłoń uniemożliwiła mu to. Zerknął na chłopaka, który zatrzymywał czas. Tak, zrobił to również w tym momencie gdy dziewczyna zniknęła mu z oczu.
- Po cholerę jej o tym powiedziałeś! – warknął – Przez ciebie wszyscy możemy zginąć z tej planety, kretynie! – Luhan nie chciał go słuchać. Właśnie stracił kogoś na kim mu bardzo zależało. Nie mógł nic poradzić.
- Spójrz na mnie do cholery jasne! – Luhan zerknął na niego z pogardą po czym uderzył go prosto w twarz spoglądając jak po prostu upada na ziemię. Nie wiedział skąd u niego aż tak wielka siła. Zerknął na swoją dłoń, widząc palący znak. Świecił się na niebiesko, a jego dłoń zaczęła go boleć.
- Co do cholery… - powiedział, ale gdy tylko podniósł wzrok znów znalazł się w tym białym pomieszczeniu przypominające szpital. Poświata i znów ta zjawa, która za każdym razem wydawała się mu być taka sama. Bez wyrazu twarzy, nie wyrażająca żadnych emocji.
- Uprzedzaliśmy cię o wszystkim. Według zasad najwyższego powinieneś był zginąć jednak możesz nam się jeszcze przydać – odchrząknął ściągając z siebie kaptur. Luhan po raz pierwszy widział twarz mężczyzny, na którego policzku znajdowała się mała blizna, ale nawet ona dodawała mu uroku.
- Dziś są twoje siedemnaste urodziny prawda? Przykro mi, że ludzie tak reagują. Jednak nie jesteś tego w stanie zmienić. Ludzie nie wiążą się z wariatami. Boją się tego. Nie, nie jesteś wariatem. Użyłem złego słowa. Wybaczysz mi, prawda? – kącik ust zjawy uniósł się w łobuzerskim           uśmiechu –Jesteśmy inni, wyjątkowi. Na swoje siedemnaste urodziny otrzymasz o północny nową moc. Będziesz potrafił mieszać w myślach innych. Podejmować za nich decyzje. Ale uważaj, zła podjęta decyzja , może kosztować czyjeś życie. Twoje, kogoś z nas lub… kogoś na kim ci zależy. Jesteś nam potrzebny. Będziesz mógł się mścić jednak coś za coś, ale o tym porozmawiamy na spotkaniu ławy gospodarzy naszego świata – po chwili gdy tylko Luhan mrugnął leżał w swoim łóżku, budzony budzikiem ustawionym na za piętnaście siódma. Chłopak mozolnie podniósł się z łóżka zastanawiając się czy wszystko było prawdą czy jedynie jego głupim wyobrażeniem sennym. Ubrał na siebie swój mundurek podążając drogą do szkoły. Będąc na palcu zauważył śmiejącą się Sooyoung. Miał do niej podejść, ale widząc że ta gdy tylko go zauważyła, uciekła, wolał zostać na swoim miejscu. Czyli to było prawdą. Dowiedziała się od niego kim był, ale tym samym zostawiła go. Wiecie jak czuję się tonący człowiek, który nie widzi już żadnego sensu na ratunek dla siebie skoro wyrzucony na środek morza nie widzi nikogo w swoim pobliżu? Tak czuł się Luhan. Po raz kolejny został odrzucony. Po chwili udał się na sam dach swojej szkoły siadając na krawędzi, spoglądając na innych uczniów. Przyjazd tutaj był złym pomysłem w jego mniemaniu. Nie miał nic, a gdy coś zyskał, utracił. Podniósł się na równe nogi, zamykając swoje oczy, chcąc opaść na ziemię  jednak ktoś mu na to nie pozwolił. Gdy tylko upadł nie fortunnie na swoją rękę zerknął w  bok cicho sycząc. Lay…
- Co ty robisz! Oszalałeś?! – krzyknął na niego. Chłopak miał rozciętą wargę po ostatnim uderzeniu o czym świadczył plaster przyklejony do jego twarzy. Usiadł po chwili przecierając spocone czoło od swoich nerwów. Zerknął na chłopaka zastanawiając się po co mu to było.
- Wybacz – Lay po chwili z grobowej miny zerknął na niego drobnie się uśmiechając klepiąc chłopaka po jego plecach.
- Jesteśmy przyjaciółmi. Mimo, że tego nie akceptujesz. Lubię cię. Jesteśmy w tym samym bagnie. Musisz to po prostu zaakceptować tak samo jak ja to zrobiłem – westchnął cicho, a gdy Luhan zobaczył dziewczynę stojącą przy drzwiach, na moment wydawało się, że przestał oddychać. Tak, miejsce gdzie się wszystko zaczęło.
- Soo poczekaj! – krzyknął za dziewczyną ruszając tuż za nią po schodach. Na półpiętrze złapał ją, pociągając mocno za nadgarstek. Dziewczyna zerknęła na niego, a jemu wydawało się, że widzi w jej oczach nienawiść. Nienawiść skierowana w jego stronę.
- Chciałeś wcześniej abym dała ci spokój. Nie wierzyłam, że jesteś potworem. Jednak… jednak nim jesteś… - w jej kącikach pojawiły się łzy. Luhan nie mógł jej trzymać po tych słowach. Puścił jej nadgarstek spoglądając jak dziewczyna powoli odbiega od niego. Wcześniej chciał jej strzec, ale teraz chciał mieć ją obok siebie. Nie zauważył nawet gdy obok chłopaka pojawił się Lay trzymający swoją dłoń na jego ramieniu. Po chwili jednak i on zniknął na korytarzy zostawiając go samego sobie. Luhan odpuścił sobie resztę zajęć. I tak nikt o tym się nie dowie. Jego matka i tak się nim nie interesowała wiec pewnie by pogadała i tyle z tego. Przecież ona jest w szczęśliwym związku. Chłopak wrócił do mieszkania gdzie jedynie widział Klarę, ich gospodynię. Luhan zamknął się w swoim pokoju krzycząc jak oszalały. Zwalił wszystkie książki z półek w ataku szału, próbując się opanować jednak to było trudne. Uderzył pięścią w ścianę, która po chwili zrobiła się sina. Nie rozumiał tego wszystkiego. Przecież go kochała. Dlaczego go zostawiła? Luhan opadł obok swojego łóżka, łkając jak mały chłopiec, chowając swoją twarz między kolanami. Czuł się oszukany. Nie chciał nikogo widzieć.

•••

Przez kolejne dni, chłopak samotnie włóczył się po mieście lub siedział w domu. Jednak pewnego dnia jego matka kazała mu iść do szkoły gdzie miał sprostać wszystkim wyzwaniom tego poranka. Luhan nadal był zły na siebie. Był wściekły na to, że był nadal tak bardzo naiwny, wierząc że dziewczyna z łatwością przyjmie to kim był. Jego serce podchodziło mu do gardła gdy tylko o tym pomyślał. Wchodząc po schodach mijał te same twarze. Lay siedział w kącie wyglądając na zakochanego w grach komputerowych. Obok niego stał ktoś jeszcze jednak nie znał go. I nawet nie chciał go poznać. Właśnie wtedy na jego drodze pojawiła się ona. Dzwonek zadzwonił, a Sooyoung pobiegła w stronę sali muzycznej. Luhan zrezygnował z pogoni za nią. Udał się na lekcję matematyki z profesorem Lee jednak Soo była nieobecna na tych zajęciach. Po zakończonej lekcji, chłopak udał się do Sali muzycznej gdzie spotkał wychylającą się się Sooyoung. Powinnam była o tym mu powiedzieć? Junsu może wybaczyłby kiedyś moją zdradę. Kochać dwóch… czy to możliwe.. Nie, Luhan jest potworem. Nie mogę… nie chcę.. Słysząc to w swojej głowie Luhan zacisnął swoje dłonie w pięści. Zamknął drzwi z hukiem, a gdy dziewczyna się odwróciła wyglądała na przerażoną.
- Luhan oppa, co ty… - powiedziała cicho spoglądając na niego. Chłopak cały czas spoglądał na nią z wielką nienawiścią w oczach. Nie mógł wybaczyć komuś kogo kochał, zdrady. Przechylił głowę na bok, śmiejąc się nieco jak psychopata.
- Boję się ciebie Luhan… - wyszeptała – wypuść mnie z tej sali. Roz… Rozstańmy się w spokoju. Przecież mnie kochasz. Ja koch… Luhan… - widać było, że Sooyoung była przestraszona zachowaniem chłopaka, który nigdy dotąd nie zachowywał się względem jej osoby.
- Boisz się mnie? Nazwałaś mnie potworem. One nie mają uczuć – zaśmiał się pod nosem, uśmiechając się łobuzersko. Podszedł do niej bliżej przygwożdżając ją do ściany, w którą po chwili uderzył dłonią.
- Dlaczego?! – krzyknął na nią – Dlaczego? – powtórzył nieco łagodniej jednak nie odsunął się od niej czując jej przyspieszony oddech. Zaśmiał się po chwili spoglądając w jej ciemne oczy.
- Będę istniał, jednak bez ciebie. Napiszesz list pożegnalny. Chyba nie trudno ci to zrobić? Powiesz, że cały świat był przeciwko tobie. Widzisz to okno? Myślisz, że to wystarczająco wysoko by ktoś pomyślał o twojej próbie samobójczej? Nie miej skrupułów. Nikt nie zatęskni za tobą. Przecież ciebie też nikt nie kocha, prawda? Jesteś sama Sooyoung – te niewypowiedziane słowa wiły się w głowie ich obu. Dziewczyna po chwili odeszła od niego wyciągając kartkę na której zapisała kilka, niezbyt długich słów. Luhan spoglądał na nią z tą obojętnością. Sooyoung położyła kartkę pod zeszytem, na biurku nauczyciela po czym podeszła do okna, stając na parapecie. Luhan dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego wszystkiego. Jego nowa moc… To naprawdę było możliwe, a bez umiejętności panowania nad nią, była niebezpieczna.
- Nie! – krzyknął podbiegająca do okna by złapał dziewczynę jednak na to było za późno. Oddychał szybko widząc ciało dziewczyny na trawniku. W jego oczach kumulowały się łzy. Zabił ją. Zabił ją własną mocą. Zabił ją z głupoty. Odsunął się w kąt pokoju, a słysząc czyjeś kroki, sam zamarł. Ktoś powie, że to on ją wypchnął. Że to jego wina, ale tak właśnie było. To on sprawił, że to zrobiła. Luhan spoglądał nerwowo jak drzwi powoli się otwierają. To koniec. Koniec dla niego. 

piątek, 9 sierpnia 2013

Just a little late

Tytuł:  Just a little late
Data napisania: 22 maja 2011 (znalezione po kilku) 
Zespół: Wedle życzenia. 
Typ: Angst
Parring: Wybierzcie sobie sami.
Ilość słów: 681
Notka autora: Przeglądając dziś swój dysk przenośny trafiłam na swoje baaardzo stare opowiadanie nieco smutne. Nie wiem dlaczego, ale mimo, że mój styl pisania zmienił się przez ten okres, mam do niego sentyment. Co do opowiadania, musicie na kolejną część poczekać ponieważ moja wena ulotniła się w połowie przez natłok czynności przez co praktycznie nie ma mnie w domu. Po drugie, jak widzieliście, niedawno temu pojawiła się ankieta na temat czy powinnam była pisać na zamówienie. Było 14 tak oraz 6 na nie czyli reasumując  podejmuję się tego. Jutro (albo dziś późnym wieczorem) regulamin oraz rubryczka zamówienia. Poza tym jestem zdziwiona, że głosów zostało oddane 20, a mało kto ocenia moje opowiadania. Chciałabym by ktoś je skomentował by naprawić swoje błędy, ale dlatego bardzo, ale to bardzo dziękuję Kyane oraz Kris Wu. A teraz nie przedłużając zapraszam do czytania. 
Uwagi: Mogą być spotkane błędy ponieważ moja głowa nie chcę wyłapać błędów, *zło* 
Piosenka: klik





Czy widzę w tym jaki kol wiek sens w kontynuacji tego wszystkiego? Pewnie nie. Za każdym razem pytasz się mnie po co to wszystko robię skoro to jest bez sensowne. Może dlatego, że chcę pokazać że potrafię wytrwać do końca. Tak jak pory roku przemijają, tak i ja przemijam. Nie chcę niczego czuć, nie potrafię znieść bólu, ale staram się. Kiedy mnie nie widzisz, zamykam się w łazience tłumacząc ci, że muszę się odświeżyć po pracy lecz tak naprawdę pozwalam wyjść wszystkiemu co we mnie siedzi na wierzch. Potem znów wychodzę do ciebie tłumacząc, że źle się czuję. Mój świat powoli zamyka się dla każdego, nawet dla ciebie. Widzisz co ze mną się dzieje, ale nadal jesteś tuż obok mnie. Boję się zaufać, aby znów nie być zraniona. Tyle razy próbowałam zaufać, a kiedy to robiłam moje serce rozpadało się na tysiąc kawałków. Z każdym dniem pogrążam się jeszcze bardziej. Alkohol, dragi, papierosy. Nadal to tolerujesz, ale jak długo? W twoich oczach widzę, że masz coraz mniej siły, więc dlaczego nadal ze mną jesteś? Dlaczego nadal to tolerujesz? Kochasz mnie? A co to znaczy. Czuje się omotana kolejnymi uzależnieniami. Ile razy z rzędu widywałeś mnie pijaną. O czymś zapomniałam? Kibum? Nasz syn? Czy dobrze się czuję? Czy nie ma żadnych problemów? Czy on mnie pamięta? Przecież on ma 3 lata, ale pamięta. Butelki po alkoholu, paczki po papierosach. Kibum, nie chcesz takiej mamy, prawda? Przepraszam, mamusia stara się zmienić. Udało mi się. Znalazłam pracę, przestałam pic i palić. Widzisz mamusia jest inna, zmieniła się dla ciebie. Kochasz mamusię? Pamiętam jak kiedyś przyszedłeś z nim trzymającego białą lilie. Wiedziałeś, że kocham te kwiaty. Lecz to znów się zaczęło – błędne koło, które rujnowało mnie coraz bardziej. Kibum pozwól mi zostać. Pomóż mi, lecz ty nie słyszysz. Nie ma cię tu. Znów jesteś u swojej babci, ponieważ twój ojciec martwi się, że będziesz mnie widział w takim stanie. Ale mamusia sobie poradzi. Kolejny cios, kolejna śmierć. Nie, nie poradzę sobie! Nie chcę!  To wszystko pogrąża mnie jeszcze bardziej. Nie możecie mnie widzieć w takim stanie. Z dnia na dzień jest to coraz gorsze. Mijają lata, staram się zmienić lecz nie potrafię. Ile razy chcę się podnieść tyle razy upadam. Kibum, jesteś już dużym chłopcem! Lecz zamiast powiedzieć  „kocham cie mamo” ty mówisz „odstaw tą butelkę, nie chcę takiej mamy” – mój ból rośnie.  Chodzisz do szkoły, lecz boisz się zaprosić swoich przyjaciół do domu? Wstydzisz się mnie? Wstydzisz się swojej mamy? Kibum… Dwa lata później kolejny cios w serce tym razem jest to wyrok śmierci. Rak. Rak nieborak – mimo to się śmieje. Dlaczego to robię? Może alkohol znów przejął nade mną kontrolę? Może mi już wszystko jedno. Lecz nastał dzień w którym chcę wszystko zmienić. Przestaję pić, chcę stać się idealną matką która wierzy, że nadal będzie żyć i spoglądać jak rozwijają się jej wnuki. Lecz w pewnym momencie moje serce nie wytrzymuję. Szykowałam ci rano twoje ulubione naleśniki. Widziałam, że cieszysz się z mojej zmiany. To już dwa miesiące mój synu, lecz mój czas dobiegł końca. Siedzisz przy moim łóżku ściskając mocno moją dłoń. Uśmiecham się ponieważ udowodniłam, że jednak potrafię. Zrobiłam to dla ciebie. Nie chcę abyś był taki jak ja. Pokaż światu, że pomimo cierpień które tobie daje, jesteś w stanie wszystkie przetrzymać. Pokaż, że niczego się nie boisz. Pokaż, że nie jesteś taki jak ja. Nie bądź słabeuszem. Pytasz się mnie czy się nie boję. Patrząc na ciemność lub śmierć boimy się nieznanego - niczego więcej. Obiecałeś mi, że przetrwasz i będziesz silny. Pokażesz, że twój ojciec może być z ciebie dumny. Pokaż mu, że ma za co cię kochać. Spoglądam na twarz swojego ukochanego któremu chciałam tyle wynagrodzić, lecz już nie zdołam. Obiecaj mi, że zajmiesz się naszym synem. Obiecaj, że nie pozwolisz mu skończyć tak jak ja. Widzę łzy na waszych policzkach, ale skąd te łzy? Nie można płakać za osobą która nic dobrego nie zrobiła. Czuję, że to mój ostatni uśmiech a zarazem ostatni oddech, już nic nie czuję….
Lost and insecure
You found me, you found me
Lying on the floor
Where were you, where were you?




środa, 24 lipca 2013

Requiem


Tytuł:  Requiem
Data napisania: 24 lipca 2013
Zespół: EXO
Typ: Angst
Parring: brak
Ilość słów: 731
Notka autora: Pierwszy raz mogę szczerze powiedzieć, że powrót na stare śmieci dobrze mi zrobił. Mam coraz więcej pomysłów do zrealizowania więc zaczyna pisać to co mi siedzi w głowie. Ta krótka forma to efekt pewnego filmiku, który zapadł mi w pamięci. Co do opowiadania, które trwa zdecydowałam się na ile będzie części by bez przesady nie opisywać wszystkich czynności życiowych. Co do pierwszej części... w drugiej postaram się was zaskoczyć i być może sprawić, że spróbujecie rozwikłać problemy bohaterów. Póki co, zapraszam do czytania. 





To były minuty. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Nikt nie wiedział, że zwykłe problemy przestaną być takie proste jak kiedyś. Dla niego były zmorą dnia codziennego. Nikt nie wiedział, że ten chłopak jest w stanie posunąć się do najgorszego. Nikt nie spodziewał się, że ten zawsze uśmiechnięty chłopiec przestanie być tym, kim każdy go znał, a zacznie być wspomnieniem. Grupa ludzi nadal nie mogła uwierzyć w to co się wydarzyło. Spoglądając na jeden, głupi list,  nikt nie zdawał sobie sprawy, że teraz zmieni on życie każdego z nich. Jedenastka ludzi nie potrafiła słuchać, a teraz pozostał ten skrawek papieru zapisanego przez ich najmłodszego przyjaciela. Każdy z nich zdawał sobie sprawę z tego, że właśnie teraz rozpadło się to, co uważali, że nigdy nie zagaśnie. Ale bez niego to już nie było to samo. Każdy pamiętał jego uśmiechniętą twarz, która niczego nie zdradzała. Żadnego bólu. Żadnej, głupiej troski, a jednak – stało się. Żadne z nich nie odezwało się ani na moment. Siedząc obok siebie każdy spoglądał na białą kartę zapisane czarnym długopisem. To był list. List pożegnalny od bliskiej osoby, która zniknęła z ich życia – Sehun’a.

Jeżeli to czytacie, pewnie już od jakiegoś czasu nie ma mnie razem z Wami. Nie chodzi mi o wyjazdy do rodziny. Odszedłem drogą,  z której nie mogę już zawrócić. Nie chcę byście czuli się winni za to wszystko. Mimo, że wasze słowa nie raz mnie raniły, wiele mnie nauczyły – nie ufaj wszystkim bo ten ktoś może wbić nóż w wasze małe, nieco rozbite serce. Kochałem Was jak rodzinę i obiecuję się troszczyć o Was każdego dnia. Mimo, że nie ma mnie z Wami ciałem, zawsze będę z Wami duchem. Pamiętacie gdy mówiłem Wam, że jesteście moją drugą rodziną? To nie była prawda. Od zawsze byliście to pierwszą mimo, że nie znaliśmy się od narodzin. Tylko Wy we mnie wierzyliście. Tylko Wy zawsze podawaliście mi swoją dłoń, gdy moje serce zaczęło boleć, a ja nie mogłem podnieść się sam. Odkąd mój ojciec odszedł, nie czułem nigdy takiej troski. Moja matka nie była człowiekiem. Była potworem. Za każdym razem gdy kazaliście mi wrócić na święta do domu, czułem że wysyłacie mnie do piekła. Tym razem i ja nie mogłem spoglądać na swoją matkę, która wiecznie piła, znęcając się nade mną psychicznie. Nigdy nie usłyszałem, że mnie kocha. Nigdy nie potrafiłem jej zrozumieć. Zawsze Wam zazdrościłem, że macie tak dobrych opiekunów. Za każdym razem, okłamywałem Was, że wszystko w porządku, a ja świetnie się bawiłem. Sztuczny uśmiech zawsze boli. Mnie bolało wszystko na myśl o swoim dalszym życiu. Moje plany zostały zrujnowane. Nienawidziłem się z Wami kłócić, zdając sobie sprawę, jaki tak naprawdę mam charakter. Chciałbym powiedzieć, że żałuję tego co zrobiłem, ale tak nie będzie. Każdy człowiek traci siły do życia. Tą osobą stałem się ja. Stałem się wrakiem człowieka, który sam nie potrafił podjąć decyzji. Chciałem wam podziękować za wspólnie spędzone chwile. Niektóre były naprawdę gorzkie. One naprawdę mnie bolały. Suho hyung, zawsze byłeś dobrym liderem. Kai, wierzę że już na zawsze będziesz najlepszym tancerzem. Luhan hyung dziękuję ci za wspólnie spędzony czas. Kris hyung, ja… naprawdę Cię kochałem, ale moja dusza rozpadała się na kawałki widząc jak bardzo kochasz kogoś innego, jednak moje serce zawsze było przy Tobie. Dziękuję Ci za każdy spędzony dzień. To było coś, o czym nigdy nie zapomnę. Oraz cała reszto, mam nadzieję, że mimo tego co zrobiłem, zapamiętacie mnie jako uśmiechniętego dzieciaka, który lubił Wam doskwierać, ale nadal traktowaliście go jak bliską osobę. Zawsze będę z Wami. Nie ukazujcie swoich słabości jak uczyniłem to ja pewnego, chłodnego wieczoru. Kiedyś się spotkamy, ale teraz była moja pora. Ktoś mnie wezwał by ktoś mógł żyć.
Kocham was.
Sehun.



Wszyscy czytając ten list po chwili zapadli w grobową ciszę. Nadal nie mogli sobie uświadomić, że ich przyjaciel odszedł. Tak po prostu. Suho płakał za każdym razem słysząc jego imię, Kai oraz Lay nie potrafił iść na salę na której obydwoje uczyli się nowej choreografii. Luhan cały czas przytulał do siebie koszulkę chłopaka, a Kris? On znikał na całe dnie, a wracając czuć było od niego alkohol, a tym samym nie chciał z nikim rozmawiać. Cały zespół uległ zmianie. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że to wszystko pryśnie jak mydlana bańka. Chcieli zapomnieć, ale nie potrafili sobie z tym poradzić. Pewnego dnia, gdy wszyscy spotkali się w salonie, nie odzywając się ni słowem,  Luhan powiedział:
- Skoro wciąż jesteś wśród nas, dlaczego nie uleczysz naszych serc?